poniedziałek, 8 marca 2010

Kalisz Trip

Wczoraj wróciłem z sobotniego wypadu do Kalisza, jak zapewne wiecie, najstarszego miasta w Polsce. Cóż mnie tam przywiało? Debiut znajomego rootsowego sound systemu!
W Kaliszu byłem po raz pierwszy. Przyjechałem do tego pradawnego grodu około godziny 10:20. Od początku mankamentem okazała się spora odległość centrum miasta od dworca kolejowego, jednak gnani głodem (bo na dworcu spotkałem już znajomą z forum RRR - Oliwię., przy czym należy zaznaczyć, że byliśmy gonieni moim głodem, bowiem to ja nie zdążyłem zjeść śniadania wcześniej) dotarliśmy w końcu na rynek (w rzeczywistości ratusz jest prosty).
LinkJak wcześniej wspomniałem, głodny byłem jak nie wiem, toteż rozpoczęliśmy poszukiwania jakiegoś miejsca gdzie można zjeść coś sycącego i zarazem niedrogiego. Trafiliśmy do restauracji TEXAS na rynku, całkiem ciekawie urządzony w stylu kowbojskim lokal z intrygującymi nazwami dań. W końcu zdecydowałem się jednak na Twistera.
Po pierwszym posiłku postanowiliśmy się porządnie powłóczyć po mieście. Czasu było na to sporo, w zasadzie cały dzień.

Prowadzeni przez Niewiedzę (ten na lewo)......trafiliśmy do City Jungle, gdzie miałem okazję napić się (swojej) yerby.

Reszta dnia upłynęła na spacerach po kaliskim parku, jedzeniu najgorszej pizzy jaką miałem okazję jeść w życiu i pomocy w noszeniu sprzętu do klubu.
Aż w końcu nadszedł wieczór, więc przyszedł czas, byśmy posileni yerba mate...
...wyruszyliśmy do pubu "Pod Klonami", gdzie powoli Jah Khaes, Qbafari i Guma rozkręcali imprezę.




Co tu dużo gadać, chłopaki mają całkiem niezłą selekcję, chociaż z pewnością brakuje im jeszcze odrobiny scenicznego obycia, pewności siebie. Mimo to uważam, że impreza była przednia.
Po zakończeniu części rootsowej zaczęła się część dubstepowa, momentami zdecydowanie dla mnie za ciężka. Zresztą dopadło mnie zmęczenie, można powiedzieć że snułem się z jednego miejsca w drugie, próbując to zagadać z kimś, to znaleźć miejsce na drzemkę.
W końcowej fazie imprezy leciały już całkiem spokojne duby, co pozwoliło na zchilloutowanie się na kanapie.

A potem przyszedł poranek...
Jak podsumuję ten wyjazd? Było wybornie, poznało się ciekawe miejsca, posłuchało całą masę świetnej muzyki, powłóczyło w doborowym towarzystwie. Ogólnie spoko!

Prześlij komentarz