środa, 24 listopada 2010

To nie kapitalizm


Wiele wody w Odrze tudzież rzece Ełk upłynęło od mojego ostatniego wpisu. Brak weny, brak zapału, brak czasu. Możecie to tłumaczyć jak sami chcecie. Postaram się odrobić zaległości w najbliższym czasie. Najpierw wezmę na warsztat temat, który uważam za najpilniejszy i najważniejszy.


Często, gdy spotykam się w różnej przestrzeni z różnymi oponentami kapitalizmu dochodzę do wniosku, że nie mają oni kompletnie pojęcia na czym kapitalizm polega, mylą go oczywiście zazwyczaj z korporacjonizmem. Często jako argument przeciw kapitalizmowi słyszę o różnych niemoralnych poczynaniach żądnych zysków korporacji. Jest to o tyle zabawne, że trudno o lepszy argument ZA kapitalizmem. 
Oczywiste jest, że dużym korporacjom nie zależy na tym, aby gospodarka była kapitalistyczna. Na wolnym rynku utrzymanie takiego molocha, często niemal monopolisty, byłoby niezwykle uciążliwe, zaś mniejsze, dynamiczne spółki, z łatwością przełamałyby bariery wejścia i zagarnęły spory kawałek rynku dla siebie. Wyszłoby to na zdrowie zarówno dla konsumentów, o których wielkie firmy musiałyby rywalizować z małymi, jak i zapewne dla samych korporacji, które może zrzuciłyby z siebie skostniałą skorupę. A na pewno byłoby to uczciwsze. 
Niestety - w Polsce, jak i w większości państw świata, o takim stanie rzeczy nie ma mowy. Rządy prześcigają się w wymyślaniu coraz to nowych ograniczeń dla wolnego rynku. Jak łatwo się domyślić - na zlecenie, czy może raczej aprobatą niechętnych konkurencji podmiotów gospodarczych. 
Przejdźmy jednak do konkretów. Od jakiegoś czasu niepokoi mnie co znowu chcą przepchnąć ćwoki z Brukseli, tym razem pod bardzo widocznym patronatem wielkich koncernów farmaceutycznych. 1. kwietnia 2011 ma wejść w życie dyrektywa w sprawie tradycyjnych ziołowych produktów leczniczych, na podstawie której zioła lecznicze, pomimo (kilku)tysiącletniej tradycji stosowania, będą musiały być poddawane testom podobnym jak w przypadku leków syntetycznych (!), aby były dopuszczone do obiegu. Z uwagi na koszt takich testów (od około 370 000 zł do 550 000 zł - źródło) oznaczałoby to de facto delegalizację ziół i produktów ziołowych. W taki oto wygodny sposób koncerny farmaceutyczne chcą się pozbyć niewygodnej konkurencji, która często leczy równie skutecznie, a bez skutków ubocznych. Strach pomyśleć jakie mogą być skutki takiej dyrektywy, jeżeli będzie bardzo surowo respektowana...
Prześlij komentarz