wtorek, 4 października 2011

Unia przeciw "umowom śmieciowym"

Jest jakaś dziwna zależność, że nasi umiłowani przywódcy dają nam jakieś wydumane "prawa" jednocześnie zabierając nam po kawałku wolność. Oczywiście wszystko w imię tych wydumanych "praw" i obowiązku zapewnienia ich wszystkim. Zupełnie inną kwestią jest także to, że w socjalizmie bohatersko walczy się z problemami nieistniejącymi w żadnym innym ustroju. Nic więc dziwnego, że nad takim problemem postanowił pochylić się nasz umiłowany rząd brukselski.
Przewodniczący Parlamentu Europejskiego (a ongiś premier RP)
Jerzy Buzek uważa, że w ciągu 2-3 lat w sposób prawny powinien zostać rozwiązany na szczeblu UE problem umów śmieciowych.
Co to za problem, że potrzeba aż "sposobów prawnych"? I czym, do diabła, są te "umowy śmieciowe"? Tego drugiego oczywiście nikt z używających tego określenia nie raczy sprecyzować, chociaż oczywiście nietrudno się domyślić, że chodzi o umowy zlecenia i umowy o dzieło. Problemy zaś JE Jerzy Buzek określa w następujący sposób:
Musimy dać ludziom szansę, by uwierzyli, że budują własną przyszłość. Gdy są wykluczeni poprzez specyficzne umowy, które nie dają świadczeń i szansy na przyszłość, to nie jest to rozwiązanie właściwie.
Dalej Pan Przewodniczący ciągnie:
To nie są dobre warunki. Nie można przykładowo brać kredytów.
Co rozjaśnia (przynajmniej częściowo), że skandalicznym jest niemożność zadłużenia się przez pracownika pracującego na taką umowę.

Nie jest możliwe sterowanie pozytywne gospodarką, jeśli nie będzie zadowolonego, pełnego nadziei pracownika, który wie, że nie odrzucono go na boczny tor.
Oczywiście tutaj szef Europarlamentu ma całkowitą rację. Najłatwiej jest sterować "zadowoloną, pewną przyszłości" masą, niż milionami niezależnych jednostek, które podejmują indywidualne decyzje (czasem ryzykowne), np. co do tego, jakie umowy zawierają między sobą.
Rzecz jasna popularność tego typu umów wynika nie z jakiegoś wydumanego wyzysku klasy kapitalistycznej nad pracownikami, lecz z próby ucieczki przedsiębiorców w ostatnie miejsce wolne od terroru związków zawodowych i absurdalnych praw pracowniczych, które zabraniają im prowadzić skuteczną politykę kadrową we własnej firmie. Z drugiej zaś strony mnóstwo pracowników nie mogłoby liczyć na zatrudnienie na tzw. "lepszych warunkach" (czyli wg przeciwników "umów śmieciowych - na umowę o pracę), bo koszta ich zatrudnienia przewyższałyby (czasem nawet wielokrotnie) przychód, który mogliby wygenerować dla pracodawcy. Ale oczywiście dla eurokratów lepiej jest trzymać tych ludzi na zasiłku, płacąc im za bezrobocie.
Prześlij komentarz