piątek, 31 lipca 2015

Wspomnienia z 3. Festiwalu Ukulele w Czechach cz. 2

Wczoraj wrzuciłem pierwszą część mojej relacji z festiwalu, dzisiaj pora na drugą. Z początku wszystko miało się zmieścić w jednej notce, ale tak będzie pewnie i czytelniej i wygodnie, poza tym wczoraj nie mogłem siedzieć już dłużej przy kompie - rano do pracy trzeba jednak wstać.

Pierwszą część relacji zakończyłem na pierwszym dniu. Niewątpliwie był bardzo ciekawy, emocjonujący, a na dodatek zakończony epickim wspólnym graniem w międzynarodowym towarzystwie. Drugi dzień nie ustępował jednak niczym pierwszemu, no może za wyjątkiem deszczu.
Poranek zaczął się niespiesznie, leniwie wręcz, od śniadania w sąsiednim gospodarstwie.
Ekipa Polish Ukulele przy śniadaniu
A to jeden z naszych gospodarzy - jamnik o imieniu Hugo
Do śniadania mieliśmy najlepszy możliwy podkład :)
Po śniadaniu udaliśmy się na warsztaty. Ja zapisałem się na te pod tytułem One Man Band, prowadzone przez specjalistę w tej dziedzinie - Paula Moore'a. To było niezwykłe doświadczenie, które uświadomiło mi, że w zasadzie jeśli chcemy grać to jedynym naszym ograniczeniem jest nasza wyobraźnia i odrobina wysiłku.

video

Nieopodal miejsca, gdzie mieliśmy warsztaty stał taki kościółek

Po warsztatach udaliśmy się znów do Unietickiego Browaru...

Gdzie czekały nas kolejne koncerty i inne atrakcje. Ciekawy występ dał Ken Middleton, a później Paul Moore we własnej osobie, który później zaprosił swoich studentów i innych chętnych widzów do wykonania wspólnego utworu. Mi przypadło instrumentarium składające się z łyżeczek, tarki, miski i talerza (ale takiego do grania - z blachy).
Ken Middleton

Na scenie pojawił się również Ben we własnej osobie:)



Solo na butelce po bourbonie!




Tego dnia nie zabrakło również kolejnego Open Mica i wspólnego muzykowania. Śpiewaliśmy piosenki z oficjalnego festiwalowego śpiewnika i inne. Jako, że podczas grania na ukulele nie da się robić zdjęć to akurat z tej części dnia nie mam zbyt wielu zdjęć. Odbyła się również tombola, na której można było wygrać wiele ciekawych nagród: ukulele, struny, gadżety. Ale ja nic akurat nie wygrałem.
 Na zakończenie może jeszcze 2 słówka na temat miejscowego jedzenia i picia. Piwo z unietickiego browaru świetnie sprawdzało się w upalną pogodę. Serwują tam dwie odmiany typowo czeskiego pilsa: desitkę i dvanastkę. Barmani nalewają również w typowo czeski sposób: sruuuu do kufla, piana na maksa, najlepiej jak się jeszcze rozleje :D. Ma to swój niepowtarzalny urok i na dobrą sprawę dodaje specyficznego smaczku. A piwko całkiem niezłe, z typowymi wadami charakterystycznymi dla tego kraju (diacetyl!), przez co niekoniecznie trzeba to traktować jako wadę ;). Jeśli zaś chodzi o jedzenie to szczególnie posmakował mi pivovarský gulaš, czyli gulasz piwny z knedlikami. Z pozoru niewielką porcją można było się porządnie najeść.

Zdecydowanie polecam czeski festiwal zarówno dla tych, którzy przygodę z ukulele zaczęli już dawno, nowicjuszy i tych, którzy chcą się przekonać czym jest ukulele w praktyce. To zdecydowanie kolejna impreza, która na stałe zagości w moim kalendarzu :)




Prześlij komentarz