środa, 9 września 2015

Victoria aut morte! XXII album Motörhead


Bad Magic to tytuł najnowszego krążka wypuszczonego przez Motörhead już prawie dwa tygodnie temu. Przez ten czas zdążyłem go przesłuchać wielokrotnie: i w domu i w podróży i w drodze do pracy. Nowa płyta to potężna dawka rock'n'rolla, obok której nie sposób przejść obojętnie. 
W ciągu 40 lat istnienia grupa przyzwyczaiła fanów do swojego niepodrabialnego, energicznego stylu. Nie inaczej jest i w tym przypadku. Każdy z 13 utworów to właśnie esencja tego stylu. Muzycy nie bawią się w eksperymenty i po prostu robią swoje według sprawdzonego planu. Żywiołowości materiałowi dodaje fakt, że kawałki nagrywano "na żywo, ale w studiu". Słychać też, że Lemmiemu i spółce to co robią najzwyczajniej w świecie daje wielką frajdę. Zespół mógłby przecież już dawno żyć tylko z odcinania kuponów od dotychczasowego dorobku. Jak się jednak okazuje, niemal 70-letni lider grupy, mógł dla zdrowia rzucić fajki, a whisky zamienić na wódkę (sic!), ale muzyka jest jego najsilniejszym nałogiem.
Już od pierwszych dźwięków Bad Magic uderza potężnie kawałkiem Victory or die. Co ciekawe, łacińska wersja tego utworu, czyli Victoria aut morte jest hasłem przewodnim tegorocznej, jubileuszowej trasy koncertowej Motörhead. Sentencja ta widnieje pod logo na płachcie zawieszonej nad sceną.
Drugi w kolejności jest singiel, który pojawił się na długo przed premierą albumu jako zapowiedź krążka - przypominający nieco Ace of spades numer Thunder & Lighting. To zresztą nie jedynya elektryzująca piosenka na płycie. Na pozycji 6 pojawił się kawałek Electricity, promujący również płytę przed premierą bardzo ciekawym lyric video.
Wartym wspomnienia jest również fakt pojawienia się gościnnie legendarnego gitarzysty Briana Maya, który daje popisową solówkę w The Devil. Najbardziej zaskakujący w całej płycie jest jednak ostatni numer - cover Stonesów Sympathy for the devil. Numer z początku nie miał pojawić się na płycie, na szczęście jednak się tam znalazł i zajmuje zaszczytną 13 pozycję. Sam Kilmister stwierdził, że jego wersja słynnego przeboju jest lepsza od oryginału i trzeba przyznać, że trochę racji w tym ma.
Podsumowując - po najnowsze wydawnictwo Motörhead zdecydowanie warto sięgnąć, zwłaszcza jeśli uwielbiacie mocniejsze brzmienia. Z pewnością nie będziecie żałować.

Prześlij komentarz