wtorek, 23 marca 2010

Velké výlet


Velké výlet

czyli
Wielka wyprawa
Powróciliśmy już z naszej tytułowej Wielkiej Wyprawy, chociaż czy aby na pewno była ona taka wielka? W końcu 2 dni i zasadniczo mała ilość przebytych kilometrów to może nic nadzwyczajnego. Zważywszy jednak, że był to mój pierwszy wyjazd zagraniczny zorganizowany na taką skalę, muszę przyznać - był to przełom. Myślę już nad kolejnymi wyprawami.
W czasie podróży starannie zapisywaliśmy w dzienniku wszystko, co się działo, przywiozłem ze sobą prawie 370 zdjęć.

Osoby dramatu:
ReDi - Rafał, współautor części znajdujących się poniżej zapisków z podróży. Dla odróżnienia zapisałem je Comic Sansem z capslockiem w kolorze niebieskim. Miłośnik czeskiej poezji śpiewanej i czeskiej płci pięknej. Wspólny wyjazd do Czech planowaliśmy już od dłuższego czasu. Wreszcie mieliśmy możliwość zrealizowania naszych marzeń. Przepowiada również pogodę, niestety zazwyczaj deszcz.




Bartini - Bartek, mózg całej operacji, posiadacz magicznej książki z rozkładem jazdy, która niejednokrotnie pomogła nam w odnalezieniu drogi. Odpowiedzialny za większość punktów naszej wycieczki. Posiadacz ROZMÓWEK POLSKO-CZESKICH. Zapalony miłośnik kolei, zwłaszcza czeskich, fan czeskiego piwa.

Zbychowiec - taki tam Zbyszek, pisze Twojego ulubionego bloga. Można powiedzieć z czystym sumieniem, że inicjator tego przedsięwzięcia. Miłośnik piwa (zwłaszcza dobrego, o które w Czechach nie trudno), fotografii, przygód, poniekąd także różnej maści publicznych środków transportu. Dla pewności - to ja!


DZIEŃ PIERWSZY
Tytułem wprowadzenia: Dzień pierwszy zaczął się w sobotę 20.03.10., wcześnie rano. Mieliśmy bowiem bardzo ambitne plany wyjazdu z Wrocławia możliwie wcześnie. Z uwagi na poranny pośpiech i lekki stresik, który pojawia się zawsze, gdy trzeba kupić jakiś bardziej "egzotyczny" bilet w kasie dworcowej, pierwsze zapiski są raczej dość lakoniczne i z lekka chaotyczne:

6:45
Widzimy już kasjerkę. Rafał mówi, że miły wyraz twarzy ma [kasjerka].
3 bilety Euronysa.... o k****a.... za*******my do PRów... IC nie sprzedaje
kolejka vol. 2 – SMAK PRZYGODY
6:55
Mamy bilety!!!!!!

Dostanie biletów było z pewnością znaczącym przełomem. Widać chyba zresztą jakie emocje wzbudzało ich kupienie. O 7:00 siedzieliśmy już w naszym REGIO DB, który po 5 minutach wystartował w stronę Zgorzelca.
Po raczej dość przyjemnej podróży niemieckim pociągiem dotarliśmy do granicznego miasta Görlitz. Ten punkt wycieczki Rafał skwitował krótko:

10:12
64 minuty po stronie naszych zachodnich przyjaciół. Jakieś drugie tyle przed nami. Niemieckie dziewczyny jak zwykle – piękne.

Moim zdaniem jednak wartym odnotowania jest jednak fakt, że Görlitz całkiem ładnie odpucowano po 50 latach eNeRDowa, komunikacja miejska, którą się przejechaliśmy czekając na pociąg działa całkiem sprawnie. Dużo większe wrażenie na mnie zrobiło to przygraniczne miasteczko niż Drezno, które odwiedziłem kiedyś.

Podkłady pod torami tramwajowymi w Görlitz
wnętrze dworca w Görlitz
tzw. szczery słowiański uśmiech
W protestanckim kościele za fotografowanie trzeba było płacić haracz. Pytanie tylko kto by chciał fotografować gołe ściany...
Uwodzicielski uśmiech przy peronowym żelkomacie
Nasz pociąg do Zittau
Jak nietrudno się domyślić, wyruszyliśmy pociągiem do Zittau, by tam przesiąść się na pociąg do Hrádka nad Nisou.
Rafał "czyta" niemiecką gazetę.
Na dworcu w Zittau

10:22POCIĄG DO ZITTAU MAMY, GDZIE PRZESIADKA DO HRADKA
10:41Jedziemy fragmentem polskim w pobliżu Nysy Łużyckiej
11:14
NARESZCIE W CZESKIM POCIĄGU!
JEDZIEMY MOTORACZKIEM DO HRADKA! Odcinek torów na polskim odcinku bardzo odczuwalny. Rafał i Bartek cieszą się jak dzieci.
Nasz motoraczek do Hrádka
w/w radość
11:30
Dojechaliśmy do Hradka, ciocia już na nas czekała, udajemy się do mieszkania, by wypić kawę/herbatę i pogadać

Na kawce/herbatce
11:58
PIERWSZY BIEG Z PIWEM. (BIEG, BO POCIĄG DO LIBERCA NIE MIAŁ RACZEJ ZAMIARU POCZEKAĆ)
Pierwsze pociągowe piwo - Rohožec
14:30
LIBEREC ZA NAMI, A WŁAŚCIWIE TO OBOK NAS, BO ZNÓW SIEDZIMY W POCIĄGU, TYM RAZEM DO SMRŽOVKI, BY DALEJ UDAĆ SIĘ DO HARRACHOVA. JEST SOBOTA, POŁUDNIE MINĘŁO, A O TEJ PORZE STOLICA KRAJU LIBERECKIEGO (DELIKATNIE MÓWIĄC) ŻYCIEM NIE TĘTNI. MIMO TO, A MOŻE WŁAŚNIE DLATEGO, UDAŁO SIĘ NAM (PRAWDOPODOBNIE) ZOSTAĆ OBIEKTEM UWAGI LOKALNEJ MNIEJSZOŚCI ROMSKIEJ (CIAWUSÓW). NA CAŁE SZCZĘŚCIE DŁUGA ZIMA NIE POZBAWIŁA NAS CHĘCI ŻYCIA, WIĘC ODPOWIEDNIO PRZYSPIESZYLIŚMY I Z TEJ PRZYGODY WYSZLIŚMY BEZ PRZYGÓD.
Problemem stało się wymienienie pieniędzy, gdyż większość kantorów okazała się być zamknięta. W efekcie Rafał musiał pożyczyć od Bartka korony wypłacone z bankomatu. Potem kolejny kurs do sklepu po kolejne ZŁOTO BOHEMII – BERNARD Světle pivo.
Liberecki tramwaj
Liberecki rynek, wprawne oko zauważy kilka osób, które wyraźnie zmierzają w naszą stronę.
BERNARD w dalszej drodze
15:20
SMRŽOVKA PRZYWITAŁA NAS ŚNIEŻNIE NIEZWYKLE, BO CHOCIAŻ WIOSNA WE WROCŁAWIU NIEDAWNO PRZYSZŁA, TO ZDĄŻYLIŚMY SIĘ JUŻ Z NIĄ ZAPRZYJAŹNIĆ.
CZEKAMY NA POCIĄG DO JOZEFOWEGO DOŁU; OCZEKIWANIE NA ODJAZD UMILA NAM AUTOCHTON, KTÓRY POCHWALIŁ SIĘ W ŁAMANEJ POLSZCZYŹNIE, ŻE JEGO MATKA JEST POLKĄ.
15:28
JEDZIEMY, A ŚWIAT WOKÓŁ NAS NAGLE ZMIENIŁ SIĘ W KRAINĘ MALUŚKICH GÓRSKICH CHAT.
Rafał wychyla się w Smržovce

15:36
JOSEFŮV DŮL. PRZYJECHALIŚMY TUTAJ TYLKO PO TO, BY ZROBIĆ PARĘ ZDJĘĆ I ZARAZ TYM SAMYM POCIĄGIEM POWRÓCIĆ DO SMRŽOVKI. NIEWĄTPLIWIE NIE JEST TO NORMALNE, ZAZWYCZAJ DROGA SŁUŻY CELOWI, TU DROGA JEST CELEM.
Trasa kręci strasznie, co może nie jest najlepszym słowem, gdyż łuki są bardzo zacne. Śniegu po kolana tutaj.

Parę zdjęć z JOSEFŮV DŮL
Wjazd pociągu na stację Smržovka
15:59
POCIĄG DO HARRACHOVA MAMY, A W NIM JAKIEŚ 50 MINUT. ZA OKNEM ZMIENIA SIĘ WSZYSTKO, CHOĆ NIE ZMIENIA SIĘ NIC. WYŻEJ, BIELEJ, DALEJ....
Z każdym pokonanym kilometrem Rafała teksty stają się coraz bardziej filozoficzne, z nostalgią spogląda na widoki za oknem.
16:09
NIE WIEDZIEĆ CZEMU NASZ WAGON STAŁ SIĘ BARDZIEJ NASZ, TJ. STALIŚMY SIĘ JEGO JEDYNYMI PASAŻERAMI.
"Synek! Synek!" - w drodze do Harrachova
18:35
HARRACHOV OD PRAWIE DWÓCH GODZIN. W TYM CZASIE UDAŁO SIĘ NAM ZDOBYĆ TUTEJSZĄ SKOCZNIĘ (PRAWIE), BY SIĘ ZE STOKU POD NIĄ (PRAWIE) STOCZYĆ. TERAZ (PRAWIE) OSZUKALIŚMY SWOJE ŻOŁĄDKI, POZOSTAŁO JEDYNIE DOPIĆ PIWO, A POTEM W ZUPEŁNYCH JUŻ CIEMNOŚCIACH SZUKAĆ DROGI DO (PRAWIE) NASZEGO DOMU
Na piwo zaszliśmy do Pivovaru Novosad. Co prawda zarówno ono, jak i obiad, który tam spożyliśmy, okazały się droższe niż się spodziewaliśmy, jednakże piwo było jak najbardziej godne swojej ceny: smaczne, nieprzesadnie nagazowane, o ładnej, bursztynowej barwie, umiarkowanie gorzkie, z puszystą czapą piany.
Wspomnę tu może, że mój aparat SONY α200 wzbudził uwagę jakiejś Czeszki, która również taki (lub podobny) posiadała. Żywo interesował ją mój obiektyw. Pozytywną reakcję wywołała wiadomość, że jestem z Polski.
W Harrachovie, dzień przed pierwszym dniem wiosny zima w pełni.
Harrachowskie srakotorebki
Pod słynną mamucią skocznią.
Pivovar Novosad
Novosadskie piwo
Degustacja
18:54
GDYBYM POTRAFIŁ TAK ZACNIE JAK ZBYSZEK OPISAĆ WALORY PIWA, ZROBIŁBYM TO. NIE POTRAFIĘ JEDNAK, WIĘC POZWOLĘ SOBIE NAPOMNIEĆ O TYM SKŁADNIKU ELEMENCIE CZECH, KTÓRY WYDAJE MI SIĘ RÓWNIE CIEKAWY. CZESKIE DZIEWCZĘ NAWET NIEWPRAWIONE OKO ŁATWO POZNA, KU TAKIEMU POZNANIU OKAZJI SZUKAM. PÓKI CO JEDNAK WIELU SZANS, BY POKAZAĆ SWOJE MISTRZOSTWO W TEJ KWESTII NIE MIAŁEM. MOŻE JUTRO BĘDZIE TEN DZIEŃ?
Rafał skupiony nad kolejną notatką z Czech
Harrachov z poziomu ulicy

19:47
Jedziemy autobusem do Tanvaldu. Już drugiemu kierowcy Bartek musiał tłumaczyć, że nasz bilet obowiązuje również w autobusach ČSAD. Kierowca wpuścił nas z takim „e tam, jedźcie”, jakby nam łaskę robił, że nasz bilet jest ważny.
20:21
UDAŁO SIĘ! WNĘTRZE MOTORACZKA JEST NASZE! W ZASADZIE MOŻNA BY POKUSIĆ SIĘ O JAKIEŚ PODSUMOWANIE DNIA, ALE NA TO PRZYJDZIE CZAS, GDY BĘDZIEMY JUŻ W CIEPŁYM MIESZKANIU ZBYSZKOWEJ CIOCI.

Podsumowanie żadne jednak nie zostało poczynione. Byliśmy już bardzo zmęczeni, gdy wróciliśmy do owego ciepłego mieszkania.
DZIEŃ II
7:52
BYSTRY CZYTELNIK SNADNIE POZNA, ŻEŚMY Z POWROTEM DO HRADKA WCZORAJ POWRÓCILI. UDAŁO SIĘ NAWET TROCHĘ POSPAĆ, WSTAĆ JEDNAK TRZEBA BYŁO ODPOWIEDNIO WCZEŚNIE, BY ZDĄŻYĆ NA POCIĄG DO LIBERCA.
DZIŚ MAMY ŚMIAŁY ZAMIAR ZDOBYCIA ZAMKU W SYCHROVIE; PARĘ MINUT PO 9 BĘDZIEMY NA MIEJSCU.
PÓKI CO KORZYSTAMY Z UPRZEJMOŚCI SŁOŃCA, KTÓRE DZIŚ RACZYŁO SIĘ ZZA CHMUR WYGRAMOLIĆ, WIĘC PEŁNI ŻYCIA CZEKAMY KOLEJNYCH CZESKICH PRZYGÓD.
Coś dla fanów dubu
10:19
Siedzimy sobie obok zamku w Sychrovie. Bilety na zwiedzanie zakupione za 70 čK szt. Zaczynamy naszą wycieczkę po zamku o 11:00. Zamek, jak też ogród zamkowy bardzo urokliwe z zewnątrz. Szukamy jakiegoś pożywienia, lecz poszukiwania nie przynoszą efektu.



12:53
Wyjeżdżamy ze stacji Sychrov. Przewodniczka okazała się być rosyjskojęzyczna. Trochę utrudniło to zrozumienie sensu jej opowieści. Rafał wychwycił jednak kilka istotnych szczegółów.
W drodze powrotnej udało się nam sfocić pośpiesznego, który jechał po tamtejszym wiadukcie. Wygłodzeni ruszamy do Liberca, a stamtąd do Hradka.



Pośpieszny na wiadukcie we mgle
Trabi
Dworzec w Hradku
Hrádek nan Nisou

Do Hradka dotarliśmy bez najmniejszych komplikacji. Tam zjedliśmy obiad, wypiliśmy u cioci kolejną herbatę i wyruszyliśmy na dworzec...

16:32
HRÁDEK NAD NISOU TO JUŻ TYLKO WSPOMNIENIE. ZANIM OPUŚCILIŚMY CZECHY POGODA POPRAWIŁA SIĘ NA TYLE, ŻE ZZA CHMUR WYSZŁO SŁOŃCE, BY NAS POŻEGNAĆ. JEDZIEMY DO ZITTAU, TAM PRZESIADAMY SIĘ DO GÖRLITZ, GDZIE PO GODZINIE BĘDZIEMY JUŻ W POCIĄGU DO WROCŁAWIA.
ZA SZYBĄ JUŻ ZITTAU.
17:05
POWROTY, PRAWIE ZAWSZE NIEUNIKNIONE, NIEUCHRONNIE WIĄŻĄ SIĘ Z NOSTALGIĄ
Nostalgiczny Rafał

Z Zittau pojechaliśmy do Görlitz. Była to kolejna okazja na przejażdżkę tramwajem.

18:42
Siedzimy już w pociągu DB do Wrocławia. Polska drużyna przejęła stery szynobusu. Za oknami ciemność i mokrość. Ja wysiadam w Bolesławcu około 19:30. Moi towarzysze podróży zapewne osiągają cel półtora godziny później. I to by było na tyle.
Prześlij komentarz