Pokazywanie postów oznaczonych etykietą B.e.s.t.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą B.e.s.t.. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 4 kwietnia 2011

Franziskaner Naturtrüb

(kolejna recenzja, która pojawiła się na łamach NGS B.e.s.t.)
Tym razem w moje ręce trafiło piwo pszeniczne, pochodzące ze stolicy landu, w którym narodził się wyśmienity styl Hefe-Weizen.
Butelka Franziskanera jest ładna, smukła. Na etykiecie, kontretykiecie i krawatce dominuje kolor złoty. Charakterystycznym motywem jest wizerunek mnicha (jak łatwo się domyślić - franciszkanina), który znajduje się zarówno z przodu butelki, jak i na kapslu.
Po przelaniu do szklanki powstała potężna piana, niestety utrzymała się ona dość krótko – po 5 minutach został tylko cienki kożuszek i nieco większa obrączka oblepiająca ścianki naczynia. Oprócz niej, oko cieszyła także sama barwa napoju, przepiękna, wręcz wzorcowa. Piwo jest oczywiście mętne i gęste. Pomimo usilnych starań nie byłem w stanie wychwycić żadnego z zapachów, które według producenta powinny być wyraźnie wyczuwalne, czyli cytrusowych i bananowych. Znacznie lepiej było za to, gdy wziąłem pierwszy łyk. Od razu poczułem charakterystyczny, lekko kwaskowaty, orzeźwiający smak, nuty goździkowe, a nawet waniliowe. Zabrakło mi jednak tak istotnego smaku bananów oraz wyrazistości, której miałem okazję doświadczyć przy próbowaniu innych pszeniczniaków. Piwo jest średnio nasycone, co powoduje, że przy każdym łyku można odczuć przyjemnie pękające na języku bąbelki. Z uwagi na ten świeży, orzeźwiający smak, zdecydowanie polecam tego weizena na upały.
Egzemplarz, który testowałem, pochodził zza naszej zachodniej granicy, jednak z tego co wiem Franziskaner jest dostępny także w polskich sklepach, zwłaszcza tych specjalistycznych. Jego cena waha się w granicach 4,70-5,70 zł, czyli jak na tej klasy piwo – w normie.
Bawarski Hefe-Weizen jest całkiem ciekawym przedstawicielem swojego gatunku. Pomimo mankamentów, takich jak nietrwała piana i słaby aromat, moim zdaniem zasłużył na ocenę 4,0. Zastrzegam jednak, że jestem fanem pszeniczniaków, a nie każdemu ten styl musi pasować.

poniedziałek, 7 lutego 2011

Lwowskie Porter - Лвiвске Портер

(Tekst ukaże się w lutowym wydaniu NGS B.e.s.t.)

Lwowskie Porter
Лвiвске Портер

Styczeń – szaro, mokro, dni krótkie, aura nie zachęca do spędzania czasu wolnego na dworze (tym bardziej jak nie ma śniegu) – sezon idealny na ciemne piwo z gęstą pianą. Z myślą o czymś takim udałem się do pewnego sklepu i kupiłem tam Lwowskiego (czy jak kto woli – Lwiwskiego) Portera.
Zacznijmy może od wyglądu zewnętrznego. Piwo sprzedawane jest w brązowych butelkach z etykietą, kontretykietą i krawatką w kolorze czarnym, ze złotymi ramkami. Napisy są złote i białe. Bardzo ładne i eleganckie opakowanie, którego wygląd psuje niestety biała naklejka importera przyklejona z boku (jest ona jednak przydatna, gdyż wszystkie informacje na butelce są w języku ukraińskim). Butelkę wieńczy zielony kapsel z logo browaru.
Po przelaniu do szklanki powstała bardzo ładna czapa beżowej piany, zróżnicowana pod względem wielkości pęcherzyków. Niestety, mimo że wydaje się być dość gęsta i trwała, szybko opada, jednak pozostałe resztki pięknie oblepiają szklankę. Piwo ma bardzo ciekawą barwę, brązowo-wiśniową (ten drugi kolor ujawnia się, gdy patrzy się pod światło).
Jakichś szczególnych wrażeń zapachowych nie wychwyciłem, toteż przechodzę od razu do wrażeń smakowych. Lwowski Porter zawiera 20% (!) ekstraktu, już przy pierwszym łyku czuć mocny, słodowy smak (jak na porter przystało, do produkcji użyto trzech słodów: jasnego, karmelowego i palonego), ale nie tak słodki jak w porterach polskich. Później przebijają się gorzkie nutki chmielowe, co dopełnia efektu. Wyczuwalne są też minimalnie akcenty alkoholowe (nic dziwnego, skoro zawartość alkoholu wynosi 8%). Ogólnie rzecz biorąc, jest to wyśmienity przedstawiciel swojego gatunku, wręcz wzorcowy. Co ciekawe – jest to „koncerniak”, gdyż właścicielem browaru jest Grupa Carlsberg!
Na koniec jednak do tej beczki miodu dodam łyżkę dziegciu, chociaż w zasadzie jest to nieco inna beczka, bo polityczno-historyczna. W 2009 roku miał bowiem miejsce nieprzyjemny incydent. Browar lwowski sponsorował kontrowersyjny program gloryfikujący czyny kozaka Maksyma Żeleźniaka, jednego z przywódców rzezi na Humaniu, podczas której wymordowano 20 tys. Polaków i Żydów. Reakcją na to był bojkot przeprowadzony przez polskie środowiska kresowe, co doprowadziło w lutym 2010 do złożenia przeprosin przez browar. Miejmy nadzieję, że podobne „wybryki” się już nie powtórzą i będzie można cieszyć się smakiem lwowskiego porteru bez niesmaku spowodowanego nacjonalistycznymi zagrywkami firmy, w końcu jak mówi stare, bo jeszcze przedwojenne, hasło: „Sto lat żyje kto lwowskie piwo pije”.

sobota, 26 grudnia 2009

Święta, święta

No cóż... miało być tak świątecznie i w ogóle ekstra, myślałem coś o jakimś czadowym świątecznym banerku, ale... no cóż... zapomniałem, nie zdążyłem, były ważniejsze obowiązki (z tych mniej przyjemnych). Zamiast tego zapraszam do obejrzenia takiego krótkiego epizodu z udziałem redaktorów B.e.s.t.-a


Try JibJab Sendables® eCards today!

WESOŁYCH ŚWIĄT!!!!

środa, 2 grudnia 2009

Relacja BESTiVi z Paryża

Ruszyła telewizja BESTiVi, której zadaniem jest podrzymywanie i kultywowanie chlubnych tradycji pozostawionych nam przez poprzednie składy redakcyjne. Oto nasz pierwszy opublikowany materiał:

Jeśli ktoś rozpoznaje ten specyficzny humor to domyśla się, kto prawdopodobnie będzie miał wpływ na pewne wątki występujące w filmach ;)

czwartek, 19 listopada 2009

Zdjęcie do CV

Jak wiesz, a może nie wiesz, Szanowny Czytelniku Zbychowcowa, poszukuję ostatnio intensywnie jakiegoś zajęcia zarobkowego. Z tego też powodu pomyślałem, że przyda się mi odpowiednie zdjęcie do CV! Dlatego też zwróciłem się z prośbą do Ali (pseudo: Alicja), czy aby mi takiego nie zrobiła. Moja prośba spotkała się z aprobatą tejże osoby i wyniki tej mini-sesji fotograficznej możecie zobaczyć poniżej.To zdjęcie raczej nie wygląda zbyt zachęcająco, takie no powiedzmy "oooo co chodziii?". Ale mi tam się podoba. Niestety - moje zdanie nie ma tu nic do rzeczy.

Cwaniaczek - na pewno na pewnych stanowiskach właśnie takich potrzebują!

Że niby oczko puszczam jak niegdyś w reklamie piwa BOSMAN ;)
w rzeczywistości tak reagują moje powieki na błysk lampy, co trudno mi powstrzymać, przynajmniej w 50%
Walka z odruchem zamykania oka była ciężka, co widać powyżej.

W końcu udało się! Idealny pracownik, uśmiechnięty, zadowolony z życia. Czekać tylko na lawinę ofert pracy!
P.S. Kto zgadnie gdzie robione zdjęcia, dostanie czekoladę ;)

niedziela, 14 czerwca 2009

BEST BLOG

I stało się! Wczoraj powstał BLOG NGS BEST. Winnym całego zamieszania jest ten oto człowiek:
No... To nie pozostaje nic innego, jak zaprosić do odwiedzenia owego bloga, najprościej poprzez LINK

niedziela, 7 czerwca 2009

Wywiad z Pajujo

Niżej prezentuję wywiad, który ukazał się w najnowszym numerze B.e.s.t.-a (czerwiec 2009):

Pajujo to zespół istniejący od 2004 roku, grający mieszaninę muzyki reggae i ska. Rozmowę z Adamem Wiatrem (perkusistą) i Przemkiem Fujarczukiem (klawiszowcem i wokalistą), przy okazji koncertu, który odbył się 29. kwietnia w klubie WZ, gdzie supportowali dla Zabili Mi Żółwia, przeprowadził Zbychowiec.


Jesteście z Praszki. Czy sprawia to jakieś trudności, żeby założyć taką kapelę w takiej małej miejscowości?

Przemek Fujarczuk: Tak prawdę mówiąc jesteśmy teraz zlepkiem ludzi z kilku miast. Żaden z nas nie mieszka teraz na stałe w Praszce.. Zjeżdżamy się na próby. Wcześniej – wiadomo, każdy był na miejscu. No nam się poszczęściło, że udało nam się zebrać taką ekipę i udało się przetrwać do dziś i cały czas walczymy o to, aby dalej przetrwać. Adam?

Adam Wiatr: Oczywiście (śmiech).

Jakie są wasze inspiracje muzyczne? Jacyś idole? Wzory do naśladowania?

Przemek: Jeśli chodzi o inspiracje to na pewno Doda (śmiech), Feel i zespoły...

Adam: Na przykład Video. Bardzo fajne kapele, także polecamy serdecznie.

Przemek: A tak naprawdę to... na pewno Daab. Generalnie to powiedziałbym, że nie zamykamy się w jednym stylu muzycznym, jakim jest reggae czy ska, które gramy, bo słuchamy wszelakiej muzyki. Niektórzy rocka, niektórzy jazzu, bluesa, inni zaś amerykańskiego rapu. Reggae to z natury prosta muzyka, trzeba iść z postępem, komplikować ją nieco, dlatego nie można zamykać się w jednym stylu, trzeba słuchać, poznawać, mieszać.

Adam: Z takich inspiracji reggae'owych to na pewno Daab, Izrael, Boba Marleya nie trzeba wymieniać, bo jest królem tej muzyki. A poza tym z tych zespołów, które teraz są na scenie to Indios Bravos, Maleo Reggae Rockers, Dub Incorporation, bardzo fajny francuski zespół. No i tyle, Gentleman jest dla mnie osobiście rewelacją.

Śpiewacie po polsku. Jest jednak tendencja do tworzenia piosenek po angielsku. Jak Wy to odbieracie?

Przemek: Wychodzimy z takiego założenia, że skoro mieszkamy w Polsce to śpiewamy po polsku. To, że panuje „angielski trend”, nie znaczy, ze my też musimy go używać. Wiemy jak jest ze znajomością języków obcych w naszym kraju. Chcemy dotrzeć do wszystkich, dlatego śpiewamy po polsku. Nie oznacza to jednak, że nie będziemy mieli żadnego utworu po angielsku. W trakcie tworzenia jest właśnie piosenka, do której napisał tekst nasz znajomy, właśnie w tym języku. A na koniec się przyznam - jestem studentem germanistyki ;)

Właśnie! Co z nową płytą? Kiedy ona się pojawi?

Adam: Jeżeli chodzi o nową płytę to jesteśmy w trakcie przygotowań, ona się tworzy, jest na gorąco robiona.

Przemek: Jak bułeczki.

Adam: Jak bułeczki. W tej chwili mamy trzy utwory już prawie na cito gotowe. Dwa tygodnie temu zrobiliśmy bębny do następnych sześciu kawałków, także jeżeli prace pójdą tak sprawnie jak teraz to mamy ogromną nadzieję, że płyta pojawi się jeszcze w tym roku: jesień, zima.

Gdzie nagrywacie?

Przemek: Studio H.O.M., Michał Dylikowski, Kłobuck. Profesjonalne bym powiedział! Realizator super gość, świetnie się dogadujemy.

Adam: Profesjonalne, no jeżeli my tam jesteśmy to na pewno profesjonalne. (śmiech)

Przemek: To był oczywiście żart, żeby sobie tutaj słuchacze nie pomyśleli, ale ja chciałbym tak jeszcze zareklamować...

Wiecie, to do gazety jest, więc...

Przemek: Czy... czytelnicy...aha (śmiech)...... Ja bym chciał w ogóle zareklamować, bo te trzy piosenki, które nagraliśmy najpierw: Zobacz, Malowana Reggae i Sam, wkrótce wydajemy jako zapowiedź tej naszej płyty. Nie ma co ukrywać, nie jesteśmy zespołem tej rangi, który wypuszcza singla i wszyscy słuchają, czekają na nową płytę i jest fajnie. Wypuszczamy trzy piosenki, nazwaliśmy tę składankę (bo trzy piosenki to już jakaś składanka) Three Different Sounds, czyli Trzy Różne Dźwięki. (w tym momencie wyszła reszta zespołu, wypuszczając sporo dźwięków z koncertu Zabili Mi Żółwia na zewnątrz) Do ściągnięcia na pajujo.mp3.wp.pl, więc zapraszamy bardzo serdecznie. To tyle jeśli chodzi o płytkę i nagrania.

Co myślicie o wzrastającej popularności muzyki reggae? Czy wychodzi ona tej muzyce na dobre?

Adam: Mnie się wydaje, że ta popularność, jeżeli nie wkracza w ramy komercji, która jest rozpowszechniana w typowych telewizjach to jest dobrze. Chociaż ostatnio oglądałem program Hit Generator na Dwójce i pojawił się utwór reggae i było mi niezmiernie miło jak to usłyszałem, ale dopóki nie jest komercyjna jak nasi idole jak nasi idole – Feel, Doda i Video – także, jest dobrze.

Przemek: To jest z jednej strony dobre, z drugiej nie. Ludzie słuchają reggae czasem zapominając o przekazie, który niesie ta muzyka. Słuchają, bo to jest w modzie, bo kolega, koleżanka słuchają reggae to ja też będę słuchać, to będę fajny. Ja to tak odbieram, takie mam wrażenie.

Adam: Aczkolwiek nam jest bardzo miło jak mamy na przykład jakieś wpisy na Księdze Gości, gdzie osoba jedna czy druga napisze, że przypadkiem trafiła na koncert, po koncercie tak się jej spodobał nasz zespół, że zaczęła słuchać reggae. Nam jest bardzo miło, że mogliśmy rozpowszechnić tę muzykę, bo to jest fajne, jak ludzie naszego pokroju słuchają podobnych stylów muzycznych.

Jak wspominacie festiwal w Ostródzie (dop. autora: gdzie Pajujo brali udział w konkursie młodych talentów)?

Przemek: Bardzo pozytywny festiwal, jednak bardzo żałujemy, że nie mogliśmy być na koncercie Dub Incorporation i Yellowmana, ale wyszło tak a nie inaczej, ale mamy nadzieję, że co się odwlecze to nie uciecze.

Na koniec pytanie o znaczenie nazwy Pajujo...

Przemek: Pytanie o nazwę traktujemy jako pytanie tabu... A dlaczego kolega pyta?

Bo wszyscy pytają...

Adam: ...to nie będę gorszy

Nazwa jest chwytliwa, wpada w ucho i jest trzysylabowa...

Adam: Właśnie o to chodzi. Prosta, śmieszna, trzysylabowa.

Przemek: Ktoś kiedyś powiedział, że z hiszpańskiego. Komuś się wydawało, że z Japonii, a „pajujo” to nic innego jak „pióro” wypowiedziane przez niemowlaka.

Adam: To jest trzeci syn po dziesiątej żonie Dalajlamy.

Przemek: Tak właśnie się nazywał trzeci syn po dziesiątej... po dziesiątej czy osiemnastej?

Adam: No... gdzieś tam...

Przemek: Także... (śmiech)... tyle jeśli chodzi o nazwę. To był przypadek, takie akurat trafiło się słowo, to zostawimy, może się akurat nada. No i chyba się nadało.

I tym miłym akcentem zakończymy naszą rozmowę

Adam i Przemek: Dziękujemy serdecznie


sobota, 6 czerwca 2009

Wakacyjny B.e.s.t. już jest!


Już pojawił się najnowszy, czerwcowo-majowy numer magazynu B.e.s.t.!!
A w nim m.in.:
  • Internet cenzurowany? - czyli o Pakiecie Telecom
  • Wielki Tydzień w Andaluzji - kolejne relacje z Hiszpanii
  • Best poleca na wakacje - czyli imprezy, które warto odwiedzić
  • Wywiad z Pajujo
  • Okładka z moim obliczem
  • i wiele wiele innych...

wtorek, 28 kwietnia 2009

Zabili Mi Żółwia i Pajujo

To już......uwaga..... czterdziesty mój post w Zbychowcowie!!!
A tymczasem chciałbym zaprosić na jutro na koncert Zabili Mi Żółwia i Pajujo, dwóch ciekawych, młodych (no może nie już takich super-młodych, ale jednak) zespołów. NGS B.e.s.t. obejmuje go swoim patronatem! Szczegóły na poniższym plakacie.

środa, 22 kwietnia 2009

Bestory rozdane!!

Dzisiaj odbyła się uroczysta gala, na której rozdano B.e.s.t.-ory

Poniżej prezentuję wszystkie filmy, które zapowiadały poszczególne kategorie:

Gwoli wyjaśnienia:

  • DOSTĘPNY - nagroda za stały i dobry, kontakt ze studentami,
  • PASJANS - nagroda za najciekawsze i najbardziej niesamowite hobby,
  • SAPER - nagroda za umiejętność doprowadzenia do planowanych wybuchów śmiechu u studentów,
  • WIELKA FRAJDA - nagroda za umiejętność zamiany zajęć wychowania fizycznego w wielką frajdę,
  • WERSJA JĘZYKOWA - nagroda za biegłość w znajomości wszelkich zawiłości obcego języka,
  • ŁEBSKI ADMIN - nagroda dla najlepszego pracownika administracyjnego na uczelni,
  • F1=HELP - nagroda dla pracownika broniącego interesów studentów i niosącego im bezinteresowną pomoc,
  • SPESZAL EDYSZYN MENTOR (SEM) - nagroda za najlepsze seminarium, dla najlepszego promotora,
  • E-LEGANT - nagroda za niewymuszoną i naturalną elegancję - w ubiorze, w słowie i w zachowaniu wobec studentów,
  • WIKIPEDYSTA - nagroda za erudycję, która potrafi robić prawdziwe wrażenie,
  • ORGANIZAYTOR - nagroda za punktualność, zorganizowanie, rzeczowość zajęć i udostępnianych materiałów, przestrzeganie podanego studentom harmonogramu.

piątek, 13 marca 2009

Co tam u mnie w marcu?

Witam szanownych czytelników! Jako że zaliczyłem wreszcie poprzedni semestr, będę miał teraz więcej czasu, aby się tu (i ówdzie) rozpisywać. Jak może ktoś zauważył, zacząłem justować tekst, więc powinien on być teraz bardziej miły dla oka. W tej notce umieszczę skrótowo co ostatnio się fajnego się działo i co w najbliższym czasie się wydarzy.
7.03.2009 r. - odbył się w Wytwórni Filmów Fabularnych pierwszy prawdziwie dubowy festiwal w Polsce - Independent Dub Day. Jedną z gwiazd był pokazany wyżej Little Roy. Szersza relacja z tego wydarzenia niedługo na Zbychowcowie i w następnym wydaniu B.e.s.t.-a! Tymczasem zapraszam do obejrzenia zdjęć.
Sukces! Po dłuższej przerwie poszedłem w końcu do teatru! Fakt - bilet miałem za darmo, więc byłem w pewien sposób zmotywowany poprzez wyeliminowanie negatywnego czynnika (czyli ceny biletu ;) ) oraz to, że mogłem bez ciśnień zaprosić na wyjście kogo tam chciałem (pozdrawiam!). Przedstawienie "Bat Yam - Tykocin" w Teatrze Współczesnym w bardzo ciekawy, nowatorski i (jak mi się wydaje) obiektywny sposób ukazuje zarówno problemy stosunków polsko-żydowskich, jak i te, które dotyczą w gruncie rzeczy wszystkich, niezależnie od narodowości czy innych czynników. Polecam! Spektakl robi wrażenie!
Z okazji urodzin KampusTV Uniwersytet Ekonomiczny odwiedził Kamil Durczok, znany dziennikarz, publicysta, prowadzący program Fakty w telewizji TVN. Odpowiadał on na pytania studentów (chociaż zdarzały się pytania osób spoza mojej uczelni), które dotyczyły nie tylko pewnego stołu ;) .
Z drukarni przyjechał już nowy, marcowy numer B.e.s.t.-a! A w nim m.in.:
  • O dresach z Cordoby
  • O tegorocznych The B.e.s.t.-orach
  • Kim był Oskar?
  • Moja recenzja płyty Vintage Paraliża (jest także do przeczytania w poprzedniej notce) oraz inne recenzje, również warte przeczytania
  • Nowe Przygody Krzysia (no może nie do końca nowe, ale dla niektórych z pewnością)
  • Wieści z "PRZEGUBOWCA" i RUSS-u
  • I wiele innych.... :)

środa, 21 stycznia 2009

Jest! Nowy B.e.s.t.!


Dzisiaj krótko i lakonicznie! Na Uniwersytecie Ekonomicznym pojawił się styczniowy numer Niezależnej Gazety Studentów UE B.e.s.t., zapraszam do lektury! Ja zaś wracam do statystyki (jak widać nie mogę się od niej oderwać ;) ).

piątek, 19 grudnia 2008

Grudniowy B.e.s.t.....już w styczniu!




Raczej nieładnie potraktowała nas drukarnia, ociągając się strasznie z drukiem grudniowego B.e.s.t.-a. Jest piątek, większość studentów porozjeżdżała się już do domów na święta, a numeru jak nie było, tak nie ma... Jest to smutne zwłaszcza, że tematem wiodącym w tym numerze (co widać na cudnej okładce) jest Boże Narodzenie, a w styczniu będą już z deka nieaktualne... taki zonk...

Na szczęście TUTAJ możecie zobaczyć przynajmniej te świąteczne teksty (pojawią się też wkrótce leady artykułów, na które musicie poczekać w druku). Niestety wśród nich nie ma żadnego z moich dzieł... No cóż... Na coś trzeba poczekać czasami (co zwiększa prestiż moich artykułów).

Enjoy the show!

wtorek, 16 grudnia 2008

BESTowa wigilia



*************************

15 grudnia w redakcji NGS B.e.s.t. trwały intensywne przygotowania do tradycyjnej wigilijnej wieczerzy, która - zgodnie ze zwyczajem - zaczęła się wraz z pojawieniem się pierwszej gwiazdki!

Nie zabrakło oczywiście tradycyjnej wigilijnej pizzy

Dominika z niecierpliwością i jednocześnie z lekkim znudzeniem oczekiwała pojawienia się gwiazdki

Oczywiście ową gwiazdą wieczoru był Daro

O odpowiedni nastrój zadbał DJ Bartek, który specjalnie na tę okazję przyniósł swoją ulubioną płytę z kolędami Feela

Kiedy wszyscy zgromadzili się wokół wigilijnego B.e.s.t.-owego stołu...

...rozpoczęło się tradycyjne składanie życzeń świątecznych

Kuba cały czas czaił się pod narysowaną przeze mnie na tablicy jemiołą ^^

Niestety Majkel musiał się zmyć trochę przedterminowo

Pozostali bestowicze zaś zaczęli oglądać edukacyjne filmiki z YouTube

Treść przekazu niewątpliwie poruszyła redakcję!

Niestety nie doczekaliśmy do pasterki, o 22:00 musieliśmy się zmywać...

Ze świątecznego frontu relacjonował Zbychowiec

Wesołych Świąt!

środa, 10 grudnia 2008

Srebrna Góra



Specjalnie dla wytrwałych moja fotorelacja z B.e.s.t.-owego wyjazdu do Srebrnej Góry!

Niewątpliwą atrakcją wyjazdu były obfite posiłki, które były podawane o określonych godzinach

(tu należy pozdrowić władze naszej uczelni)

Gdy brzuchy były już napełnione przychodził czas na siestę. 

(na zdjęciu zrelaksowani red. Majkel i red. Daro [z tyłu])

Uczestnicy wyjazdu odkryli także skrywane (także przed sobą) talenty muzyczne!

Przy tak cudownych dźwiękach (k)ukulele nogi (i ręce) same rwały do tańca.

Następnego dnia czekała nas długa droga pod górkę na spotkanie z przygodą!

Na miejscu każdy musiał włożyć gustowne gatki, zwane potocznie uprzężą alpinistyczną.

Niektórzy cieszyli się z zakładania jej jak dzieci!

Niebawem Daro zawisł ku uciesze gawiedzi!

Dalej było już z górki!

Niewątpliwie to, że liny się nie zerwały zawdzięczamy modlitwom Magdy :)

To zdjęcie skomentuję jednym słowem: BATMAN!!!

Przejażdżka nie ominęła również redakcyjnej koleżanki od szamponu...

...oraz Dominiki, znanej także jako Niebieska :D

a także Najkela ;)

któremu niestraszny nawet most tybetański :D

Podczas, gdy Majkel dyndał gdzieś na linach Grzesiek i Kuba pokazali najnowszą kolekcję uprzęży alpinistycznych.

Majkel jednak szybko wrócił, poczuł zapach czekolady :)

Kuba, nim wyruszył na podbój mostu, musiał sprawdzić, czy aby pożyczone rękawiczki nie gryzą się z odcieniem liny.

Niebawem rednacz wisiał do góry...........nogami ;)

W końcu wszyscy padnięci zaczęliśmy wracać na obiad (uważając oczywiście na rowerzystów).

Niektórzy mieszkańcy Srebrnej Góry cenią sobie prywatność ponad wszystko!

W kuchni panowała iście rodzinna atmosfera!

Niestety - wszystko co dobre szybko się kończy. Niebawem opuściliśmy Kotlinę Kłodzką ze stacji Bardo...