Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wrocław. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wrocław. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 21 maja 2012

Pisklaczek

Jest późno, więc napiszę krótko i na temat. W sobotę (19.05.2012 r.) idąc sobie chodnikiem na ulicy Wyścigowej we Wrocławiu zobaczyłem coś niecodziennego. Na pierwszy rzut oka wydawało mi się, że siedzi sobie wróbelek albo inny mały ptak. Gdy się jednak zbliżyłem i zauważyłem, że ten nie odlatuje na mój widok, zdałem sobie sprawę, że to pisklak (nie mam pojęcia jakiego gatunku), który musiał wylecieć z gniazda na pobliskim drzewie. Wydzierał się w niebogłosy, tak samo jak jego rodzeństwo na górze. Uznałem, że nie mogę tak tego zostawić. To w końcu dziecko, a na chodniku ktoś mógłby go rozjechać rowerem czy zdeptać, nie mówiąc już o psach i kotach.
Sytuacja była o tyle trudna, że nie miałem akurat kasy na komórce i musiałem posiłkować się rozmowami w sieci Orange. Dzięki temu dodzwoniłem się do mamy, a ona do Wrocławskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami. Jak się jednak okazało - nie byli oni w stanie mi pomóc. Do takich pisklaków nie przyjeżdżają chyba w ogóle. Poradzili za to, żebym wsadził go możliwie wysoko na drzewo. Jednak zanim otrzymałem tę radę mały sam zaczął się wspinać. Jak się okazało - nie był taki cherlawy, jakby się mogło wydawać. Pomogłem mu więc odrobinę i zostawiłem. Więcej się już nie widzieliśmy. Mam nadzieję, że dotarł bezpiecznie do gniazda.
Po co właściwie to piszę? Na wypadek, gdyby ktoś z Was spotkał się z taką sytuacją. Możecie postępować właśnie tak: pomóc pisklakowi wejść na drzewo. Nie trzeba od razu stawiać na nogi wszystkich miejskich służb.

środa, 9 maja 2012

Zbychowcowe koszulki i inne takie


Pozwolę sobie dzisiaj na odrobinę autoreklamy. Niedawno przemogłem się i założyłem konto na cupsell.pl. Czym jest ten serwis? W najprostszym ujęciu jest to platforma pozwalająca na tworzenie własnych wzorów koszulek i wielu innych ciuchów, a nawet poduszek, kubków i innych takich. Firma oferuje wykonanie nadruków i dostarczenie produktów do klienta. Właściciel konta z kolei dostarcza wzory i ustala wysokość prowizji. Genialne w swej prostocie, muszę przyznać!
Czując w sobie żyłkę dyktatora mody i uważając, że w sklepach wciska się ludziom straszny chłam, zabrałem się do roboty. Na cupsellu można standardowo założyć 3 sklepy, co też uczyniłem (a co!).
Pierwszy sklep to oczywiście marka, którą dobrze znacie, czyli Wasz ulubiony blog - Zbychowcowo. Tematyka wzorów, tak samo jak na blogu, różna. Trochę muzycznych, trochę piwa, trochę innych pomysłów. Polityki jak na razie unikam, ale może coś z tej tematyki też się tam pojawi jak będę miał jakiś pomysł.
Pierwszymi wzorami, które wrzuciłem, były te, które już jakiś czas temu pojawiły się na moim deviantArcie, ale jakoś nie było szans na ich zrealizowanie. Pierwszym był napis "Good Vibes".
Kliknij, by zobaczyć koszulkę w sklepie
Drugi wzór to też pomysł sprzed jakiegoś czasu. Na pamiątkę Petera Tosha - Stepping Razor! To nie jedyne wzory związane z muzyką reggae.
Kliknij, by zobaczyć koszulkę w sklepie
Pojawił się też wspomniany wcześniej wzór piwny, który opisuje niezwykłe właściwości porteru.
Kliknij, by zobaczyć koszulkę w sklepie
Dzisiaj do sklepu dołączyła również koszulka z ukulele! Mam nadzieję, że przypadnie do gustu miłośnikom tego czterostrunowego instrumentu! Na razie wrzuciłem jeden wzór, ale już pracuję nad następnymi!
Kliknij, by zobaczyć koszulkę w sklepie
Kolejny sklep to Zbychowcomixktóry z założenia ma zawierać wzory zaczerpnięte z moich komiksów. Znajdują się więc tam:
Gadający kamień
Kliknij, by zobaczyć koszulkę w sklepie
Dzień Kobiet (komiks, który swego czasu przebił się do Demotywatorów i na Kwejka, ach te moje mini-sukcesy :D)
Kliknij, by zobaczyć koszulkę w sklepie
I inne wzory, które osoby znające moją skromną twórczość z pewnością rozpoznają, a może nawet zechcą nosić ją na piersi.
Ostatni sklep jest, jak mi się zdaje, najbardziej poważny i liczę na to, że ma porządny potencjał, a mianowicie Lokalni Patrioci. Powstał w odpowiedzi na "społeczne zapotrzebowanie" na regionalne ciuchy w oryginalnym, ciekawym wydaniu. Myślę, że znajdą tutaj coś dla siebie chociażby ci czytelnicy, którzy trafili na mojego bloga szukając Flagi Dolnego Śląska. Sklep można już "polubić" na facebooku. Postawiłem sobie ambitny cel, aby żaden region czy miasto nie pozostały bez jakiegoś ciekawego wzoru. I powoli go realizuję, starając się nie odwalać chały. W tej chwili swoich wzorów doczekały się:
Kraków (w kilku wariantach kolorystycznych)
Kliknij, by zobaczyć koszulkę w sklepie 
Wrocław
Kliknij, aby zobaczyć koszulkę w sklepie
i oczywiście Ełk!
Kliknij, aby zobaczyć koszulkę w sklepie
I to by było na razie na tyle z prezentacji moich sklepików. Zapraszam do odwiedzenia każdego z nich. Przy zakupie dwóch dowolnych rzeczy przesyłka jest darmowa! Zachęcam też do polubienia fanpage'u Lokalnych Patriotów. Będzie z pewnością wygodniej dowiadywać się stamtąd o wszystkich nowościach.
Czekam też na Wasze sugestie. Co poprawić? Co dodać? Czego lepiej nie dawać? Piszcie w komentarzach.
PS. Dla osób, które dopiero będą zakładać konto na cupsellu polecam skorzystać z linka http://cupsell.pl/polecam/zbychowiec, dzięki czemu dostanę dodatkową premię za zaproszenie.

środa, 8 lutego 2012

ACTA - walka trwa

forgifs.com


Gdy w piątek wybierałem się na kolejną manifestację przeciw ACTA, mama zadzwoniła do mnie oznajmiając, że właśnie w TV premier ogłasza, że zawiesza ratyfikację i żebym dał sobie spokój - wszak mam na głowie ważniejsze sprawy niż marznięcie na dworze. Kochana mama! Jakoś mnie jednak ta informacja nie przekonała i postanowiłem na protest się wybrać. Mróz był rzeczywiście siarczysty i gdy przybyłem ze znajomymi pod Halę Stulecia, można było odnieść wrażenie, że z protestu (a właściwie z jakiejś porządnej jego skali) będą nici, bo była tam zaledwie garstka osób, głównie z zorganizowanych grup. Okazało się jednak, że podczas marszu ludzi przybywało i zanim doszliśmy na rynek było nas już nawet tysiąc. Poniżej prezentuję moją krótką wideorelację z tego wydarzenia:


Ciekawą inicjatywę mieli też goście puszczający internetowy hit Trololo song podczas przemarszu pod ich oknami:


W poniedziałek u premiera odbyła się z kolei "debata" w sprawie ACTA, która najwyraźniej miała być dowodem łaski ze strony naszego umiłowanego przywódcy, czego dowiodły zarówno forma dyskusji, jak i sama jej organizacja (wysyłanie zaproszeń blogerom na łapu-capu). Poniżej prezentuję dość ciekawy fragment owej "debaty":
Tak więc nie ma co się łudzić, że rząd zaczął z dnia na dzień liczyć się z wolą narodu, walka o wolny Internet (i o wolność w ogóle!) nadal trwa. Nie można spocząć na laurach!

czwartek, 28 lipca 2011

Gazeta Wyborcza na tropie faszyzmu

5 piw!

Polowanie na faszystów (będących wg dziennikarzy pewnego dziennika synonimem narodowych socjalistów, czyli nazistów, ale to szczegół) trwa! Tym razem dziennikarz śledczy GW wytropił ich w miejscu, w którym nikt by się tego nie spodziewał - w PIWIE! A konkretnie - w reklamie piwa Piast (ongiś wrocławskiego, dziś raczej szczecińskiego). Jak pisze w swym artykule p. Jerzy Sawka:
Reklama wrocławskiego piwa Piast po meczu Śląska Wrocław ze szkockim Dundee, mimo że gabarytowo niewielka, wprost wali po świadomości. Jej tekst zaczyna się niewinnie: "Piast dziękuje za wielkie sportowe emocje", ale kończy frazą, którą skądś dobrze znamy: "Jedno miasto. Jeden Klub. Jeden Piast".

Przed dziesięcioleciami pewien znany całemu światu niewielki facet ze śmiesznym wąsikiem wykrzykiwał z furią szaleńca swoje słynne: "Ein Volk, ein Reich, ein Führer". Adresował te słowa do swojego wspaniałego narodu, który był ponad wszystkimi, do swojej wspólnoty plemiennej, której zadaniem było wymordowanie lub całkowite zniewolenie plemion obcych i rasowo gorszych. Czy nie na tej samej plemiennej, wspólnotowej nucie gra hasło: "Jedno miasto. Jeden Klub. Jeden Piast"?
Muszę przyznać, że anty nazi gogle pana redaktora muszą być wyjątkowo czułe. Wygląda bowiem na to, że wyjątkowo szowinistycznym i rasistowskim słowem jest słowo "jeden" (niem. ein), zwłaszcza użyte trzykrotnie (ale to tylko moja hipoteza). Oczywiście konkluzja autora artykułu tekstu jest jedna: najwyraźniej koncern Carlsberg, będący właścicielem marki Piast, stara się przypodobać tzw. "wrocławskiemu kibolstwu":
Mocno z miastem utożsamiane piwo wspiera wrocławski patriotyzm kibolski. Tylko czekać, jak nasi dzielni chłopcy spuszczą łomot poznaniakom za to, że śmieli moczyć usta w napoju przeznaczonym tylko dla swoich. W kolejnej odsłonie Carlsberg może wypuścić reklamę o treści: "Piast mit uns" Będzie konsekwentnie.
 Tu rzecz jasna p. red. się po raz kolejny przemycić pokrętne równanie patriotyzm=prawica=faszyzm (czy nazizm?), kontynuując jednocześnie "świętą wojnę" redakcji z polskim ruchem kibicowskim (o zgrozo! często patriotycznemu, prawicowemu i antykomunistycznemu, więc na pewno faszystowskiemu!). Logika dziecka z podstawówki, albo zwyczajne manipulowanie naiwnymi czytelnikami.
Swoją drogą, red. Sawka nie zbadał kwestii wystarczająco dogłębnie, bo przecież łatwo zauważyć, że firma Carlsberg to w istocie faszystowski koncern. Wystarczy obejrzeć etykiety ciemnego piwa (trochę dziwne, nieprawdaż? prawdziwy faszysta powinien wszak pić jeno białe (niem. weiss) piwa ;) ) z początku ubiegłego stulecia:

czwartek, 4 marca 2010

Flaga Dolnego Śląska


Po dłuższym czasie oczekiwania wreszcie do mnie dotarła - flaga Dolnego Śląska, piękna, nowiutka, lśniąca, oczywiście żółta z tradycyjnym śląskim orłem. Przesyłka z Urzędu Marszałkowskiego przyszła już wczoraj, jednak najwidoczniej nie zauważyłem jej na portierni.
W gruncie rzeczy nie wiedziałem co z taką flagą zrobić, w końcu zawisła w zaszczytnym miejscu na ścianie!

środa, 3 marca 2010

Coś wygrałem ;D

Wypada się pochwalić! Moje zdjęcie podróżnicze zostało nagrodzone w konkursie Klubu Podróżników BIT przy Samorządzie Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu.
Oto i ono:
To i inne zdjęcia zgłoszone do konkursu można zobaczyć na wystawie w holu budynku P Uniwersytetu Ekonomicznego.

czwartek, 18 lutego 2010

Skambomambo + St. City Surfers

Ostatnio (w zeszłą sobotę) miałem okazję w klubie Łykend zobaczyć dwa całkiem ciekawe zespoły. Wprawdzie frekwencja nie była powalająca (prawdopodobnie z powodu konkursu skoków narciarskich na Zimowych Igrzyskach Olimpijskich, który się wówczas odbywał), jednakże impreza była jak najbardziej przednia, mogłem się wyskakać, wyskankować jak nie za cały, to za ¾ karnawału.

.

Jako pierwszy wystąpiła częstochowska grupa St. City Surfers, grająca rockabilly. Klasyczny rock'n'roll w najczystszej formie, no i świetnym wykonaniu! Czteroosobowy skład (gitara+bas+perkusja+wokal) świetnie odnajduje się w słonecznych rock'n'rollowych klimatach, przywołujących na myśl złote plaże Kalifornii.


st. city surfers - Monika


Jako drudzy na scenie Łykendu zaprezentowała się szczecińska formacja Skambomambo! Zagrali świetny, energiczny koncert, pomimo że tego samego dnia występowali już w Szklarskiej Porębie. Zaprezentowali zarówno materiał ze swojej starej płyty jak i nowe kawałki, z polskim tekstem. Wokalista zespołu - Mario (nawiasem wspominając - Maltańczyk) - nawiązał świetny kontakt z publicznością, która nie chciała wypuścić zespołu bez bisów.

Mario

Całość, razem z after party w Madnessie uważam za bardzo udaną i oby więcej takich koncertów we Wrocławiu!
P.S. Przepraszam za ewentualne błędy w tekście, pisałem porą nocną, niezbyt uważnie zapewne

sobota, 30 stycznia 2010

Wrocław Główny - świat się zmienia


Tytułem wstępu:
Wrocław Główny – największa z osobowych stacji kolejowych we Wrocławiu, położona na liniach kolejowych prowadzących z południowego wschodu (Opole oraz Lubliniec) i południa (Świdnica oraz Kłodzko) na zachód (Jelenia Góra oraz Legnica), północ (Poznań) i północny zachód (Głogów), a przez stację Wrocław Nadodrze – na północny wschód (Oleśnica).
(Wikipedia)


Od siebie dodam, że jest to też bardzo ciekawe miejsce jeśli chodzi o architekturę. Chować się mogą dworce w Katowicach czy Warszawie. Z uwagi na to, że niebawem zostanie on zamknięty na czas remontu czy może raczej przebudowy, postanowiliśmy z kolegą Bartinim uwiecznić go w takiej formie, w jakiej jest teraz i zachować chociaż trochę tej atmosfery "dla potomności".
WRO
Na starym wrocławskim dworcu można znaleźć wiele ciekawych smaczków, takich jak stare neony, niestety często niedziałające, jednak wciąż urzekające swoją "rurkowatą" konstrukcją.

'
Uroku tego nie psują nawet poważniejsze usterki:)

ticket offices
Najbardziej znanym neonem Wrocławia Głównego jest chyba neon "Kasy Biletowe"

KINO
KINO DWORCOWE - ostatnie w Europie, chociaż wolałbym określenie "jedyne". Swego czasu często bywał tu aktor Zbigniew Cybulski, który 8 stycznia 1967 zginął pod kołami pociągu, usiłując do niego wskoczyć z trzeciego peronu, gdzie znajduje się też tablica upamiętniająca to tragiczne wydarzenie.

PR
Pociąg Przewozów Regionalnych do Kluczborka czeka na sygnał odjazdu.

Zaułek knyszowy
Tego będzie niewątpliwie brakować niejednemu głodnemu w środku nocy studentowi. Niestety, knysza z dworca to najprawdopodobniej już historia.
main hall
Hala główna przy 30-sekundowym naświetlaniu.

.
wschodni tunel (eastern tunel)
Wschodni tunel będzie służył podczas remontu jako Tunel Dworca Tymczasowego.

Wrocław Główny x3
Po więcej zdjęć zapraszam na mojego Flickra

niedziela, 29 listopada 2009

Wsiąść do pociągu bylejakiego

Przeraża mnie jakie pomysły mogą przyjść mi do głowy pod wpływem alkoholu. Wczoraj wracałem z imprezy u kumpla i (nie wiedzieć czemu) postanowiłem pojechać pociągiem. Dokąd? Po co? To chyba pytania, które w ogóle nie przyszły mi do głowy. Z pociągu wywalono mnie w Obornikach Śląskich. Postanowiłem wrócić do Wrocławia piechotą, obierając zupełnie przeciwny kierunek. W końcu dotarłem do Prusic (podwiózł mnie tam kawałek autostop).
Dopiero tam zdałem sobie sprawę z głupoty kierunku jaki obrałem. Telefon poszedł w ruch, obdzwoniłem wszystkich znajomych, którzy mogliby mieć samochody. Niestety nikt nie mógł mnie zabrać stamtąd. W końcu ruszyłem na wylotówkę na Wrocław i jakoś z pomocą 2 stopów dotarłem koło godziny 10 do akademika.

niedziela, 15 listopada 2009

Row, fisherman, row...

Minęła kolejna, szósta edycja One Love Sound Fest. Muszę przyznać, że jestem bardzo zadowolony, wręcz szczęśliwy, że mogłem uczestniczyć w tym wydarzeniu muzycznym. Wybawiłem się za wszystkie czasy w rytmach muzyki, którą kocham, ponadto spotkałem się z kilkoma znajomymi i ogólnie miło spędziłem ten czas.
Zanim jednak zacznę zachwalać zespoły, które stały na całkiem przyzwoitym poziomie, polecą gromy na organizatorów, czyli Planetę Młodych. Przede wszystkim poziom cen piwa i wszelkich innych napojów w środku był skandalicznie wysoki! 6 zł za małą buteleczkę wody to jakiś skandal! 9 zł kosztował LECH w puszce, 8 zł lany (czyli wodny roztwór piwa). Na dodatek połowę stanowisk na korytarzu zajmowała firma propagująca palenie papierosów (z "freedom" w nazwie, szczyt hipokryzji). Na zewnątrz nie można było w czasie trwania festu wyjść, więc każdy kto czuł potrzebę jedzenia czy picia był skazany na narzucone absurdalne ceny. Mimo wszystko w porównaniu do poprzednich lat jest coraz lepiej, wreszcie występy trzymały się mniej więcej line-upu, koncerty zapowiadała kompetentna osoba (Silverdread z Love Sen-C Music), no i przede wszystkim wszyscy artyści wystąpili (pierwszy raz od 3 lat!)!
Poniżej opiszę jakie wrażenie zrobli na mnie poszczególni wykonawcy.

NDK - nie trawię tego zespołu, zresztą nigdy nie trawiłem i nie rozumiem szału jaki wywołują oraz tłumów, które przyciągają pod scenę. Owszem, są bardzo energiczni, nie można też powiedzieć że nie umieją chłopaki śpiewać, jednak moim skromnym zdaniem (a z pewnością nie jestem z nim odosobniony) ich teksty są bardzo słabe, o niczym, nie wspomnę już że od wielu lat w kółko śpiewają to samo. Dlatego też popatrzyłem sobie na fragment koncertu z trybun, patrząc na las rąk machających w rytm muzyki tej grupy, taki hiphopowy koncert w rytmach Jamajki...
Nie chciało mi się dłużej słuchać tej ekipy toteż zawinąłem się na scenę soundsystemową, gdzie akurat grał Junior Stress. Prezentował z początku kilka starych, klasycznych numerów, potem zaś sam złapał za mikrofon i zaczął śpiewać.
Niezbyt podobało mi się na sound systemach, bo było jakoś tak duszno, gorąco, tłoczno. Poszedłem rozejrzeć się za znajomymi, w tym czasie na scenie montowało się już United Flavour. Bardzo polubiłem tę grupę od czasu jak widziałem ich na Reggaelandzie w Płocku. Grają bardzo fajną, energiczną muzykę reggae z domieszkami akcentów latynoskich, na dodatek Carmen, ich wokalistka, śpiewa często w swoim ojczystym języku - hiszpańskim, co brzmi świetnie. Niestety, tym razem zespół nie zrobił na mnie tak dobrego wrażenia jak w lipcu na nadwiślańskiej plaży.
Po występie międzynarodowej grupy z Pragi przyszedł czas na grupę z USA - Groundation. Jest to jeden z tych zespołów, na które szczególnie wyczekiwałem i na które najbardziej liczyłem. Nie zawiodłem się! Amerykanie pokazali pełną klasę, zagrali bardzo rootsowo, z elementami dubu czy nawet jazzu, nie zabrakło instrumentalnych popisów solówkowych, poza tym głos Harrisona Stafforda, wokalisty zespołu, sam w sobie moim zdaniem jest fenomenalny.



Następnym artystą, który zaprezentował się na scenie był Dellé, członek zespołu Seeed. Wykonawca ten zrobił na swoim koncercie prawdziwe show! Przede wszystkim rzucało się w oczy, że wszyscy muzycy i sam wokalista zostali ubrani w tym samym, eleganckim, aczkolwiek nie sztywnym stylu. Sekcja dęta, składająca się z puzonisty i puzonistki nadawała nie tylko świetne brzmienie wykonywanym utworom, ale także wprowadzała elementy choreograficzne. Takie elementy sprzyjały loversowo-dancehallowym kawałkom tego artysty i ogólnie oceniam ten koncert jako bardzo dobry.
Gdy Dellé zszedł ze sceny, przyszła pora na gwóźdź programu - legendarną grupę The Congos z Jamajki. Na nich czekałem najbardziej i od pierwszego dźwięku wiedziałem, że będzie to niesamowite przeżycie. Na początku zagrali intro, taki krótki mix riddimów zespołu, pozwoliło to rozbujać publikę. Następnie wkroczyli czterej wokaliści grupy: Watty Burnett, Roydel Johnson, Cedric Myton oraz Kenroy Ffyffe. Tak! Czterech facetów po 60-ce, którzy śpiewali na głosy, poruszając się genialnie po scenie, jakby ich wiek nie miał najmniejszego znaczenia. Zespół wykonał większość swoich hitów, a także kilka nowych, nieznanych mi piosenek. Biła od nich niesamowicie pozytywna energia. Nie zabrakło oczywiście najbardziej znanego kawałka Congosów: Fishermana, wykonanego na końcu koncertu:

Jako ostatni na dużej scenie występował Ras Luta. Postanowiłem obejrzeć chociaż fragment jego koncertu, bo przymierzam się do zrecenzowania jego nowej płyty. Ogólnie rzecz biorąc koncert nie najgorszy, Luta miał całkiem niezły kontakt z publiką, której zgromadził pod sceną, zwłaszcza jak na porę, o której grał (koło 3:00), całkiem pokaźną ilość. Z drugiej strony śmieszne były jego teksty "Ej moi ludzie...", które powtarzał bez przerwy chcąc nawiązać kontakt z publicznością.
Na tym skończył się dla mnie tegoroczny One Love Sound Fest, przed opuszczeniem Hali zajrzeliśmy jeszcze do sali soundsystemowej, gdzie grał Jah Free. Puszczał stare dobre rytmy podśpiewując do tego. Niestety musieliśmy już się zbierać, chociaż słyszałem, że i tak długo już nie pograł.
Podsumowując, One Love może nie jest najlepiej zorganizowanym festiwalem (ba, jest jednym z gorzej zorganizowanych), jednak gwiazdy, które zostają na niego ściągnięte w tym roku zrekompensowały z nawiązką niedogodności spowodowane niekompetencją organizatorów. Wygląda na to, że za rok też pojawię się na nim.

niedziela, 1 listopada 2009

mi come back

Po raz kolejny powróciłem w swoje rodzinne, mazurskie strony. Dobrze wiedzieć, że jest takie miejsce, gdzie w miarę wszystko się trzyma kupy, w miarę nie zmienia się, nikogo nie dziwi, że po lecie przychodzi jesień, a po jesieni zima, że temperatura powietrza w listopadzie może spaść poniżej 10 ˚C, że czeka ciepła zupka i pełna lodówka.

Tak wyglądało mniej więcej moje wyjeżdżanie z Wrocławia:



A w Ełku, jak zawsze w święto Wszystkich Świętych wizyty na cmentarzu, zmarli ożywają nad grobami w opowieściach o ich życiu, modlitwy o ich rychłe zbawienie i wstawiennictwo u Boga za najbliższych, którzy wciąż tu pozostają. Zimno, ale tak raczej powinno być, przynajmniej nie padało, nie zasypało śniegiem. Za to ciepły posiłek w domu smakuje tym bardziej.

A tak w odcięciu od tematyki mojego posta to fajny kawałek dzisiaj na MySpace wyhaczyłem, klip poniżej:

poniedziałek, 26 października 2009

21 lat zbychowcowania



O tak! Stało się! Jestem starszy o kolejny rok. Za to bardzo się cieszę, bo moje urodziny stały się świetną okazją na przednie spotkanie towarzyskie. Słowem - można się było nieźle zabawić, co też z powodzeniem uczyniliśmy.
Jak się okazuje, dzień ten upatrzyli sobie również tzw. tęczowi i ich zajadli przeciwnicy, którzy tego dnia postanowili sobie poparadować tudzież wyrazić swą dezaprobatę wobec tego typu wydarzeń. Miało miejsce wówczas także derby Śląska i Zagłębia. Tak się akurat złożyło, że gdy zmierzałem na imprezę, wielkie stado (jakieś 30) policyjnych samochodów akurat zmierzało z tego pierwszego na to drugie. Nagranie poniżej (słabej jakości, wolałem się nie wychylać wobec takiej ilości).


Ale wróćmy może jednak do meritum tej notki, czyli do moich urodzin.Wszystko zaczęło się od tak zwanego before party u moich kolegów, które polegało na przyrządzeniu i spożyciu lasagne. Nie zabrakło oczywiśćie tradycyjnej towarzyszki większych naszych imprez, czyli tequili.


Kolejnym punktem było udanie się na koncert zaprzyjaźnionego zespołu Bethel, którego członkom winny byłem poza tym płytkę ze zdjęciami z ich koncertu urodzinowego. Stolik był zarezerwowany, toteż mieliśmy gdzie się usadowić. Jednak podczas koncertu tylko jedna osoba z ekipy siedziała - Krzysio. Koncert był przedni, Bethel świetnie daje radę na koncertach, wspaniała energia, pełny pozytyw. A żeby nie było, że coś tu próbuję zmyślać to poniżej nagranie z koncertu:

Zebrała się całkiem pokaźna grupka moich znajomych, z którymi świętowałem swoje urodziny.
(tak na marginesie to Rafał miał imieniny, chociaż on takich świąt nie uznaje)


Wkrótce uznaliśmy jednak, że należy zmienić lokal. Padło znów na mieszkanie Rafała i Krzysia, gdzie też się niezwłocznie udaliśmy.


I to by było tyle jeśli chodzi o moje urodziny, które zakończyły się o jakiejś 3 czy 4 (zależy od czasu lokalnego). Oczywiście dziękuję moim gościom za przybycie i fantastyczne prezenty, które dostałem! Yerby nie zabraknie mi raczej w tym roku, a także ciekawej literatury!

poniedziałek, 12 października 2009

Wielkie Tchnienie Życia

Dzisiaj zapraszam do obejrzenia kilku moich zdjęć reporterskich z akcji Wielkie Tchnienie Życia na wrocławskim rynku, która odbyła się z okazji Światowego Dnia Hospicjów i Opieki Paliatywnej, 10 października.Nie można powiedzieć, że pogoda dopisała w tym roku, nie zniechęciło to jednak przybyłych na rynek osób.







Muzyczna część wydarzenia, harcerski zespół.

Fredro wśród baniek

Spójrzcie tylko na tę fraktalną bańkę!