Zapraszam do obejrzenia nowego filmiku na moim kanale i pomocy przy wyborze nowego tytułu dla cyklu filmików o Mazurach tutaj
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą YouTube. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą YouTube. Pokaż wszystkie posty
sobota, 27 lipca 2013
Balony i zapowiedź nowego cyklu!!
środa, 6 lutego 2013
poniedziałek, 4 lutego 2013
czwartek, 31 stycznia 2013
poniedziałek, 7 stycznia 2013
sobota, 5 stycznia 2013
Muzyczny narodowy zamordyzm
![]() |
| źdódło obrazka: OpenClipart.org |
Na początku chciałbym przywitać się w nowym, 2013 roku. Mam nadzieję, że będzie to lepszy rok od poprzedniego. Mam również nadzieję, że w tym roku będzie się pojawiać więcej wpisów tutaj. Być może zacznę wrzucać jakieś materiały vlogowe i podcastowe. Liczę też, że pojawi się więcej komentarzy :)
Etykiety:
2013,
feminizm,
głupota,
kwoty,
ministerstwo kultury,
nowy rok,
Partia Libertariańska,
parytety,
polityka,
Polska,
radio,
totalniactwo,
YouTube
piątek, 12 października 2012
Zapiski z podróży - Wrocław => Gdańsk
Niniejszy wpis zawiera zapiski (ręczne! przepisane na kompa!). Poczyniłem je może z nudów, a może dla wprawy.
"REGIO do Gdańska chce pan jechać?!" zapytała zdziwiona kasjerka. Pewnie, że dziwne. Podróż z Wrocławia osobówkami może zająć nawet 13 godzin. Na szczęście znalazłem połączenie, które pozwoli mi dojechać do celu już w nieco ponad 10 godzin. W gruncie rzeczy, gdyby nie ponad godzinna przesiadka w Poznaniu i ok. 30-minutowa w Bydgoszczy, to podróż najtańszymi połączeniami trwałaby niewiele dłużej niż TLK-ą. A zapłaciłem zaledwie 19,60 zł (kochana legitka studencka :D).
czwartek, 9 grudnia 2010
Antypiracka kampania aspołeczna
Jakoś tak się stało, że wczoraj przeglądając zasoby serwisu joemonster.org trafiłem na wyjątkowo żenujący filmik promujący wyjątkowo idiotycznej akcji, która polega na promocji donosicielstwa i mściwości. Oto i ten film.
Pomijając już fakt dennej gry aktorskiej w tym filmiku i kretyńskiego scenariusza (choć jak zauważyli użytkownicy joemonstera i youtube - fajne cycki) to cała idea promowana przez akcję, czyli donosicielstwo (zwłaszcza w wyniku zawiści czy zemsty), jest wyjątkowo szkodliwa. Wielki powrót do czasów stalinowskich, w których dzieci sprzedawały rodziców ukrywających przed władzami zapasy zboża.
Inna sprawa to wyraźne przesłanie anty-przedsiębiorcze. Dziwnym (?) zbiegiem okoliczności bohaterami, negatywnymi bohaterami filmików są przedsiębiorcy, prowadzący swoje interesy z sukcesem, a pozytywnymi zawistni, mściwi pracownicy (swoją drogą ciekawe kto by chciał potem takiego zatrudnić).
To jednak, co pociesza, to to że z tego co widzę w społeczeństwie nadal donosicielstwo, zawiść i mściwość są cechami powszechnie napiętnowanymi, ludzie nie chcą z donosicielami mieć nic wspólnego. Pojawiły się oczywiście także parodie antypirackich propagandowych filmów.
piątek, 12 lutego 2010
101 postów i żenada roku
Witam! Ani się obejrzałem, a strzeliła mi setka postów na tym blogu. Powinienem to jakoś uczcić, ale w sumie brak mi pomysłu. Może Wy możecie jakiś podrzucić?
Ostatnio hitem polskiej sieci jest korporacyjna piosenka pracowników sklepu Auchan, ogłoszony (przedwcześnie) "żenadą roku".
Jak się okazuje, śpiewająco pracuje też bank PeKaO S.A.
Jednak moim skromnym zdaniem miano żenady roku wcale nie przysługuje pracownikom żadnej korporacyjnej piosence. Bezkonkurencyjna jest nowa produkcja "kolegów" z KampusTV (o, przepraszam, produkcja niezależna, tylko montaż na sprzęcie i za pieniądze telewizji uczelnianej):
Ostatnio hitem polskiej sieci jest korporacyjna piosenka pracowników sklepu Auchan, ogłoszony (przedwcześnie) "żenadą roku".
Jak się okazuje, śpiewająco pracuje też bank PeKaO S.A.
Jednak moim skromnym zdaniem miano żenady roku wcale nie przysługuje pracownikom żadnej korporacyjnej piosence. Bezkonkurencyjna jest nowa produkcja "kolegów" z KampusTV (o, przepraszam, produkcja niezależna, tylko montaż na sprzęcie i za pieniądze telewizji uczelnianej):
z zażenowanym pozdrowieniem
Zbychowiec
czwartek, 4 lutego 2010
środa, 2 grudnia 2009
Relacja BESTiVi z Paryża
Ruszyła telewizja BESTiVi, której zadaniem jest podrzymywanie i kultywowanie chlubnych tradycji pozostawionych nam przez poprzednie składy redakcyjne. Oto nasz pierwszy opublikowany materiał:
Jeśli ktoś rozpoznaje ten specyficzny humor to domyśla się, kto prawdopodobnie będzie miał wpływ na pewne wątki występujące w filmach ;)
Jeśli ktoś rozpoznaje ten specyficzny humor to domyśla się, kto prawdopodobnie będzie miał wpływ na pewne wątki występujące w filmach ;)
niedziela, 15 listopada 2009
Row, fisherman, row...
Zanim jednak zacznę zachwalać zespoły, które stały na całkiem przyzwoitym poziomie, polecą gromy na organizatorów, czyli Planetę Młodych. Przede wszystkim poziom cen piwa i wszelkich innych napojów w środku był skandalicznie wysoki! 6 zł za małą buteleczkę wody to jakiś skandal! 9 zł kosztował LECH w puszce, 8 zł lany (czyli wodny roztwór piwa). Na dodatek połowę stanowisk na korytarzu zajmowała firma propagująca palenie papierosów (z "freedom" w nazwie, szczyt hipokryzji). Na zewnątrz nie można było w czasie trwania festu wyjść, więc każdy kto czuł potrzebę jedzenia czy picia był skazany na narzucone absurdalne ceny. Mimo wszystko w porównaniu do poprzednich lat jest coraz lepiej, wreszcie występy trzymały się mniej więcej line-upu, koncerty zapowiadała kompetentna osoba (Silverdread z Love Sen-C Music), no i przede wszystkim wszyscy artyści wystąpili (pierwszy raz od 3 lat!)!
Poniżej opiszę jakie wrażenie zrobli na mnie poszczególni wykonawcy.NDK - nie trawię tego zespołu, zresztą nigdy nie trawiłem i nie rozumiem szału jaki wywołują oraz tłumów, które przyciągają pod scenę. Owszem, są bardzo energiczni, nie można też powiedzieć że nie umieją chłopaki śpiewać, jednak moim skromnym zdaniem (a z pewnością nie jestem z nim odosobniony) ich teksty są bardzo słabe, o niczym, nie wspomnę już że od wielu lat w kółko śpiewają to samo. Dlatego też popatrzyłem sobie na fragment koncertu z trybun, patrząc na las rąk machających w rytm muzyki tej grupy, taki hiphopowy koncert w rytmach Jamajki...
Nie chciało mi się dłużej słuchać tej ekipy toteż zawinąłem się na scenę soundsystemową, gdzie akurat grał Junior Stress. Prezentował z początku kilka starych, klasycznych numerów, potem zaś sam złapał za mikrofon i zaczął śpiewać.
Niezbyt podobało mi się na sound systemach, bo było jakoś tak duszno, gorąco, tłoczno. Poszedłem rozejrzeć się za znajomymi, w tym czasie na scenie montowało się już United Flavour. Bardzo polubiłem tę grupę od czasu jak widziałem ich na Reggaelandzie w Płocku. Grają bardzo fajną, energiczną muzykę reggae z domieszkami akcentów latynoskich, na dodatek Carmen, ich wokalistka, śpiewa często w swoim ojczystym języku - hiszpańskim, co brzmi świetnie. Niestety, tym razem zespół nie zrobił na mnie tak dobrego wrażenia jak w lipcu na nadwiślańskiej plaży.
Po występie międzynarodowej grupy z Pragi przyszedł czas na grupę z USA - Groundation. Jest to jeden z tych zespołów, na które szczególnie wyczekiwałem i na które najbardziej liczyłem. Nie zawiodłem się! Amerykanie pokazali pełną klasę, zagrali bardzo rootsowo, z elementami dubu czy nawet jazzu, nie zabrakło instrumentalnych popisów solówkowych, poza tym głos Harrisona Stafforda, wokalisty zespołu, sam w sobie moim zdaniem jest fenomenalny.
Następnym artystą, który zaprezentował się na scenie był Dellé, członek zespołu Seeed. Wykonawca ten zrobił na swoim koncercie prawdziwe show! Przede wszystkim rzucało się w oczy, że wszyscy muzycy i sam wokalista zostali ubrani w tym samym, eleganckim, aczkolwiek nie sztywnym stylu. Sekcja dęta, składająca się z puzonisty i puzonistki nadawała nie tylko świetne brzmienie wykonywanym utworom, ale także wprowadzała elementy choreograficzne. Takie elementy sprzyjały loversowo-dancehallowym kawałkom tego artysty i ogólnie oceniam ten koncert jako bardzo dobry.
Gdy Dellé zszedł ze sceny, przyszła pora na gwóźdź programu - legendarną grupę The Congos z Jamajki. Na nich czekałem najbardziej i od pierwszego dźwięku wiedziałem, że będzie to niesamowite przeżycie. Na początku zagrali intro, taki krótki mix riddimów zespołu, pozwoliło to rozbujać publikę. Następnie wkroczyli czterej wokaliści grupy: Watty Burnett, Roydel Johnson, Cedric Myton oraz Kenroy Ffyffe. Tak! Czterech facetów po 60-ce, którzy śpiewali na głosy, poruszając się genialnie po scenie, jakby ich wiek nie miał najmniejszego znaczenia. Zespół wykonał większość swoich hitów, a także kilka nowych, nieznanych mi piosenek. Biła od nich niesamowicie pozytywna energia. Nie zabrakło oczywiście najbardziej znanego kawałka Congosów: Fishermana, wykonanego na końcu koncertu:
Jako ostatni na dużej scenie występował Ras Luta. Postanowiłem obejrzeć chociaż fragment jego koncertu, bo przymierzam się do zrecenzowania jego nowej płyty. Ogólnie rzecz biorąc koncert nie najgorszy, Luta miał całkiem niezły kontakt z publiką, której zgromadził pod sceną, zwłaszcza jak na porę, o której grał (koło 3:00), całkiem pokaźną ilość. Z drugiej strony śmieszne były jego teksty "Ej moi ludzie...", które powtarzał bez przerwy chcąc nawiązać kontakt z publicznością.
Na tym skończył się dla mnie tegoroczny One Love Sound Fest, przed opuszczeniem Hali zajrzeliśmy jeszcze do sali soundsystemowej, gdzie grał Jah Free. Puszczał stare dobre rytmy podśpiewując do tego. Niestety musieliśmy już się zbierać, chociaż słyszałem, że i tak długo już nie pograł.
Podsumowując, One Love może nie jest najlepiej zorganizowanym festiwalem (ba, jest jednym z gorzej zorganizowanych), jednak gwiazdy, które zostają na niego ściągnięte w tym roku zrekompensowały z nawiązką niedogodności spowodowane niekompetencją organizatorów. Wygląda na to, że za rok też pojawię się na nim.
Na tym skończył się dla mnie tegoroczny One Love Sound Fest, przed opuszczeniem Hali zajrzeliśmy jeszcze do sali soundsystemowej, gdzie grał Jah Free. Puszczał stare dobre rytmy podśpiewując do tego. Niestety musieliśmy już się zbierać, chociaż słyszałem, że i tak długo już nie pograł.
Podsumowując, One Love może nie jest najlepiej zorganizowanym festiwalem (ba, jest jednym z gorzej zorganizowanych), jednak gwiazdy, które zostają na niego ściągnięte w tym roku zrekompensowały z nawiązką niedogodności spowodowane niekompetencją organizatorów. Wygląda na to, że za rok też pojawię się na nim.
Etykiety:
Dellé,
dub,
festiwal,
Groundation,
Hala Ludowa,
Jah Free,
NDK,
Ras Luta,
rastafari,
reggae,
relacja,
roots,
The Congos,
United Flavour,
Wrocław,
YouTube
środa, 28 października 2009
Wolfi robi yerbę
Naczelny ŚwiRRR Forum Rasta Roots Reggae pokazuje co można zrobić z nową paczką yerba mate Cruz de Malta. Bardzo obrazowy i specyficzny w swojej formie pokaz.
poniedziałek, 26 października 2009
21 lat zbychowcowania
O tak! Stało się! Jestem starszy o kolejny rok. Za to bardzo się cieszę, bo moje urodziny stały się świetną okazją na przednie spotkanie towarzyskie. Słowem - można się było nieźle zabawić, co też z powodzeniem uczyniliśmy.
Jak się okazuje, dzień ten upatrzyli sobie również tzw. tęczowi i ich zajadli przeciwnicy, którzy tego dnia postanowili sobie poparadować tudzież wyrazić swą dezaprobatę wobec tego typu wydarzeń. Miało miejsce wówczas także derby Śląska i Zagłębia. Tak się akurat złożyło, że gdy zmierzałem na imprezę, wielkie stado (jakieś 30) policyjnych samochodów akurat zmierzało z tego pierwszego na to drugie. Nagranie poniżej (słabej jakości, wolałem się nie wychylać wobec takiej ilości).
Ale wróćmy może jednak do meritum tej notki, czyli do moich urodzin.Wszystko zaczęło się od tak zwanego before party u moich kolegów, które polegało na przyrządzeniu i spożyciu lasagne. Nie zabrakło oczywiśćie tradycyjnej towarzyszki większych naszych imprez, czyli tequili.
Jak się okazuje, dzień ten upatrzyli sobie również tzw. tęczowi i ich zajadli przeciwnicy, którzy tego dnia postanowili sobie poparadować tudzież wyrazić swą dezaprobatę wobec tego typu wydarzeń. Miało miejsce wówczas także derby Śląska i Zagłębia. Tak się akurat złożyło, że gdy zmierzałem na imprezę, wielkie stado (jakieś 30) policyjnych samochodów akurat zmierzało z tego pierwszego na to drugie. Nagranie poniżej (słabej jakości, wolałem się nie wychylać wobec takiej ilości).
Ale wróćmy może jednak do meritum tej notki, czyli do moich urodzin.Wszystko zaczęło się od tak zwanego before party u moich kolegów, które polegało na przyrządzeniu i spożyciu lasagne. Nie zabrakło oczywiśćie tradycyjnej towarzyszki większych naszych imprez, czyli tequili.
Kolejnym punktem było udanie się na koncert zaprzyjaźnionego zespołu Bethel, którego członkom winny byłem poza tym płytkę ze zdjęciami z ich koncertu urodzinowego. Stolik był zarezerwowany, toteż mieliśmy gdzie się usadowić. Jednak podczas koncertu tylko jedna osoba z ekipy siedziała - Krzysio. Koncert był przedni, Bethel świetnie daje radę na koncertach, wspaniała energia, pełny pozytyw. A żeby nie było, że coś tu próbuję zmyślać to poniżej nagranie z koncertu:Wkrótce uznaliśmy jednak, że należy zmienić lokal. Padło znów na mieszkanie Rafała i Krzysia, gdzie też się niezwłocznie udaliśmy.




I to by było tyle jeśli chodzi o moje urodziny, które zakończyły się o jakiejś 3 czy 4 (zależy od czasu lokalnego). Oczywiście dziękuję moim gościom za przybycie i fantastyczne prezenty, które dostałem! Yerby nie zabraknie mi raczej w tym roku, a także ciekawej literatury!
I to by było tyle jeśli chodzi o moje urodziny, które zakończyły się o jakiejś 3 czy 4 (zależy od czasu lokalnego). Oczywiście dziękuję moim gościom za przybycie i fantastyczne prezenty, które dostałem! Yerby nie zabraknie mi raczej w tym roku, a także ciekawej literatury!
piątek, 11 września 2009
22. rocznica śmierci Petera Tosha
Dzisiaj mija 22. rocznica dnia, w którym od kuli uzbrojonych bandytów w domu na Jamajce zginął jeden z najwybitniejszych twórców reggae, współzałożyciel grupy The Wailers, mistyk i propagator marihuany, Hubert Winston McIntosh, znany słuchaczom jako Peter Tosh.

Oszczędzę Wam opisywania życiorysu jednego z moich ulubionych wykonawców, zwłaszcza że takowe zostały już napisane przez ludzi, którzy lepiej się na tym znają tu i tu. Jednakże nie przeczę, że życiorys Petera jest wart uwagi, chociaż jeszcze bardziej warta uwagi jest jego muzyka, której przekaz jest wspaniałą spuścizną po nim. Dlatego też prezentuję poniżej kilka kawałków, które dla mnie są listą The Best of Peter Tosh
Oszczędzę Wam opisywania życiorysu jednego z moich ulubionych wykonawców, zwłaszcza że takowe zostały już napisane przez ludzi, którzy lepiej się na tym znają tu i tu. Jednakże nie przeczę, że życiorys Petera jest wart uwagi, chociaż jeszcze bardziej warta uwagi jest jego muzyka, której przekaz jest wspaniałą spuścizną po nim. Dlatego też prezentuję poniżej kilka kawałków, które dla mnie są listą The Best of Peter Tosh
Stepping Razor (Chodząca Brzytwa) - mój ulubiony utwór Petera Tosha, z zadziornym tekstem, podnoszącym niewątpliwie pewność siebie. Mógłbym go słuchać godzinami.
Equal Rights (Równe Prawa) - kolejny numer Tosha, który uważam za jeden z najlepszych jakie stworzył, padają w nim mocne, ale i mądre słowa, że "wszyscy płaczą za pokojem, lecz nikt nie płacze za sprawiedliwością, ja nie chcę pokoju, tylko równych praw i sprawiedliwości". Bardzo dobry tekstowo kawałek, w który warto się wsłuchać, jak zresztą w każdy autorstwa tego artysty.
Downpressor Man (Ciemiężca) - kolejny świetnie pulsujący i z dobrym tekstem kawałek o ciemiężcy, dla którego nie ma ucieczki. Warto zaznaczyć, że wszystkie te 3 kawałki znajdują się na jednym krążku, a mianowicie Equal Rights.
Legalize It - najbardziej znany chyba toshowy ganja tune, swoją drogą chyba najbardziej znany ganja tune w ogóle. Nie jestem zasadniczo zwolennikiem i propagatorem legalizacji konopii indyjskich, jednak w tekście tego kawałka można zaobserwować opis społeczeństwa jamajskiego, w którym pali 70% społeczeństwa (od pielęgniarki po sędziów i policjantów), a jednak jest to nielegalne.
Rastafari Is - mocno korzenny i mistyczny kawałek, który moim zdaniem pozwala Toshowi spokojnie zająć miejsce wśród największych mistyków gatunku
wtorek, 8 września 2009
Polska-Jamajka - mniej znane historie
No proszę, nieźle się zdziwiłem grzebiąc przed chwilą w starych artykułach na Wikipedii, które kiedyś stworzyłem. Otóż okazuje się, że polska piosenkarka Antonina Krzysztoń sięgnęła swego czasu po piosenkę nie byle kogo, bo Ijahmana Leviego, bardzo ciekawego twórcę mistycznego roots reggae i zaśpiewała ją z polskim tekstem (chociaż niezbyt wiernym oryginałowi). Tu też wyłazi moja ignorancja, bo był to ponoć jedyny przebój tej wokalistki. No ale dajmy już spokój i posłuchajmy jak to wygląda w wersji Ijahmana:
I w wersji polskiej piosenkarki:
I w wersji polskiej piosenkarki:
poniedziałek, 17 sierpnia 2009
OSTRÓDA REGGAE FESTIWAL 2009
Dobiegł końca dziewiąty Ostróda Reggae Festiwal! Właśnie dzisiaj zmęczony trzydniowym podrygiwaniem do pozytywnych rytmów, dowlokłem się do domu. No i mam o czym opowiadać, bo to największe w Polsce święto muzyki reggae za każdym razem zostawia mnóstwo wspomnień. Do Ostródy dostałem się nie posiadając nawet wystarczających funduszy na zakupienie karnetu, na szczęście dzięki szczodrości współfestiwalowiczów nie sprawiło to większego problemu i na luzie ustawiłem się w okropnie długiej kolejce. Luz trwał aż do momentu, kiedy strażacy wpadli na "genialny" pomysł wjechania przez główną bramę festiwalową, przy której oczywiście były kasy i tłum ludzi czekających na karnety. Ścisk stał się ogromny i marzeniem stało się dostanie do środka z zaopaskowaną ręką. Niestety z uwagi na to, że człowiek w tłumie rzadko zachowuje się racjonalnie zajęło niemal godzinę zanim dostałem się do okienka kasy i zakupiłem trzydniowy karnet na festiwal. Należy przyznać, że kolejka do ostródowych kas jest jednak swoistym katharsis, jeżeli ktoś przeżyje to da radę ze wszystkim.

Z uwagi na to, że nie chcę Ciebie, drogi czytelniku zanudzać dokładnymi relacjami z mojego pobytu (np. "potem poszliśmy na piwo, następnie na koncert i pomyśleliśmy, że czas na piwo"), toteż ograniczę się do krótkiego porównania tej Ostródy z poprzednimi (a byłem tam już po raz czwarty, co daje mi prawo do prowadzenia takich analiz). Podstawową różnicą między tą, a poprzednimi edycjami było pole namiotowe, które tym razem nie znajdowało się nie na koszarach, lecz w pobliżu plaży miejskiej, nad jeziorem Drwęckim. Była to wada, gdyż oznaczało długie marsze, co wykluczało kompletnie krótkie wizyty w celu zostawienia lub wzięcia czegoś z namiotu. Z drugiej strony nowe pole było o niebo lepsze od tego, które było udostępnione w poprzednich latach. Przede wszystkim było o wiele większe, co dało znacznie więcej przestrzeni do rozbijania namiotów i wykluczyło wpychanie się "na chama" między i tak wąsko rozbite namioty, jak miało to miejsce w poprzednich latach. Poza tym z pola roztaczał się widok na jezioro, do plaży było bardzo blisko, bo tylko za płot. To ewidentne atuty tego miejsca.
W miejscu poprzedniego pola znajdowało się za to miasteczko gastronomiczno-sklepowe, gdzie można było zarówno całkiem nieźle zjeść (zarówno dla wegetarian i mięsożernych), chociaż może niekoniecznie tanio, a także zakupić mnóstwo gadżetów związanych mniej lub bardziej z tematyką festiwalu. Ale przejdźmy może do wykonawców, którzy utkwili mi w pamięci.
Z uwagi na to, że nie chcę Ciebie, drogi czytelniku zanudzać dokładnymi relacjami z mojego pobytu (np. "potem poszliśmy na piwo, następnie na koncert i pomyśleliśmy, że czas na piwo"), toteż ograniczę się do krótkiego porównania tej Ostródy z poprzednimi (a byłem tam już po raz czwarty, co daje mi prawo do prowadzenia takich analiz). Podstawową różnicą między tą, a poprzednimi edycjami było pole namiotowe, które tym razem nie znajdowało się nie na koszarach, lecz w pobliżu plaży miejskiej, nad jeziorem Drwęckim. Była to wada, gdyż oznaczało długie marsze, co wykluczało kompletnie krótkie wizyty w celu zostawienia lub wzięcia czegoś z namiotu. Z drugiej strony nowe pole było o niebo lepsze od tego, które było udostępnione w poprzednich latach. Przede wszystkim było o wiele większe, co dało znacznie więcej przestrzeni do rozbijania namiotów i wykluczyło wpychanie się "na chama" między i tak wąsko rozbite namioty, jak miało to miejsce w poprzednich latach. Poza tym z pola roztaczał się widok na jezioro, do plaży było bardzo blisko, bo tylko za płot. To ewidentne atuty tego miejsca.
W miejscu poprzedniego pola znajdowało się za to miasteczko gastronomiczno-sklepowe, gdzie można było zarówno całkiem nieźle zjeść (zarówno dla wegetarian i mięsożernych), chociaż może niekoniecznie tanio, a także zakupić mnóstwo gadżetów związanych mniej lub bardziej z tematyką festiwalu. Ale przejdźmy może do wykonawców, którzy utkwili mi w pamięci.
- Ragana - pierwszy zespół na ORF, który miałem niewątpliwą przyjemność zobaczyć, spokojny, pulsujący dub wprowadził mnie w całkiem dobry festiwalowy nastrój
- Marika & Ruff Radics - zaczęli całkiem ciekawie, bo od coveru starego hitu My Boy Lollipop, jednak później już mnie tak nie urzekło, wolę Marikę jednak w klubie, na małej przestrzeni, wydaje mi się to jej prawdziwym żywiołem
- Vavamuffin - byłem na fragmencie koncertu tylko, świetna jak zwykle energia i kontakt z publicznością, zasłużone drugie miejsce na European Reggae Contest, jednak widząc już ich po raz n-ty nie robią aż takiego wielkiego wrażenia jak za pierwszym.
- Hornsman Coyote - wprawdzie nie powalił mnie tym razem tak jak na koncercie we Wrocławiu, ale i tak dawał radę, trzymał poziom i wielokrotnie widziałem go bujającego się pod sceną i w innych miejscach, podobno pogrywał też z innymi soundami, za co mam do niego wielki szacunek, zresztą puzon ma wielki urok
- Dubtonic Kru - pokazali kawałek naprawdę dobrego jamajskiego rootsu i dubu, bardzo wysoki poziom wykonania, do tego jeszcze Roots Rock Reggae Boba Marleya na koniec, piękny koncert, na którym warto było być
- Tosh Meets Marley - wiele oczekiwałem od tego zespołu, o ile instrumentalnie dawali niewątpliwie radę, to wokal już nie porywał i niezbyt pasował mi do piosenek dwóch gigantów reggae, no i zabrakło mojego ulubionego kawałka Petera Tosha - Stepping Razor
- Jah Live - byłem na końcowej części występu tego brazylijskiego zespołu, ale należy przyznać, że wystarczyło to, aby przekonać się do ich muzyki i po chwili krzyczeć z całej siły "Jah Live, Jah Live", aby weszli znowu na scenę
- Rebel Control - trudno mi coś powiedzieć ponad to, że po prostu dobrze zagrali, z fajnym vibem, ciekawe było, że bodajże basista występował w kominiarce (zapewne jakiś związek z nazwą ;) )
- Overproof Sound System - wspaniała energia, dynamiczne kawałki, aż zacząłem się bać, że przez szaleństwo na ich koncercie zabraknie mi energii na następny zespól, czyli...
- Tiken Jah Fakoly - francusko-afrykański skład z wokalem przypominającym Alpha Blondy dał piękny korzenny koncert z niesamowitym klimatem, niestety moja znajomość francuskiego, a może raczej nieznajomość, trochę psuły mi odbiór, bo oprócz słów Africa i égalité prawie nic nie rozumiałem z tekstu. Jednakże to, co mogłem zobaczyć, czyli wspaniale poruszające się chórzystki i wokalistę w długiej szacie, wprawiało mnie w ewidentny zachwyt. Było to świetne zakończenie drugiego festiwalowego dnia.
- Roots Revival - tego było mi trzeba w niedzielę! Potężna dawka roots reggae i dubu podana przez ten sound była wręcz nieziemska! Co prawda namiot soundsystemowy był nagrzany przez słońce do granic możliwości, jednak nie przeszkadzało to we wspólnym podrygiwaniu do muzyki warszawskiego składu selektorskiego.
- Bob One - wystąpił razem z Moniką z Bakshisha, bardzo fajny i energetyczny koncert, chociaż tu już temperatura zmusiła mnie do ewakuacji i nie byłem na całym występie
- Junior Tshaka - o tym wykonawcy wiedziałem tylko tyle, że wygrał European Regggae Contest i jest ze Szwajcarii. Jak się okazało, nagroda ta została przyznana jak najbardziej słusznie, gdyż młody artysta pokazał bardzo ciekawą muzykę z użyciem akustycznych gitar
- Rastasize - mam szczerze powiedziawszy mieszane wrażenia. Wprawdzie nie można nic zarzucić muzykom z Jamajki, co najwyżej trochę Dawidowi Portaszowi, że trochę miejscami za bardzo wydziwiał wokalnie, ale jakoś nie porwały mnie ich piosenki, jakbym miał zanucić którąkolwiek to miałbym problem. Możliwe, że było to spowodowane zbyt dużą promocją, rozdmuchaniem, przez co spodziewałem się nie wiadomo czego.
- Joint Venture Sound System feat. Brother Culture - krótko napiszę tylko, że pokazali klasę, bardzo mocna selekcja
- Rootz Underground - to co się działo na tym koncercie przebiło chyba wszystko co pojawiło się na tym festiwalu. W trakcie koncertu wokalista zespołu powiedział "Security! Open the Gate!", po chwili można było zobaczyć tłum ludzi przeskakujących przez ogrodzenie pod scenę. W pewnym momencie publiczność (w tym ja) wkroczyła na scenę!! Nie sposób zapomnieć tego koncertu
- Iration Steppas - !!!!!!!!! Kolejny niesamowity występ! Brytyjski sound dał czadu na maksa, na koniec wkroczyła na scenę Yaz Alexander, publika nie chciała wypuścić brytyjczyków z namiotu wytrwale krzycząc "we want more!"
I to tyle jeśli chodzi o wrażenia z Ostródy! Myślę, że i tak rospisałem się na tyle, że ciężko będzie to wszystko ogarnąć za jednym razem.
Pozdrawiam słonecznie!
wtorek, 11 sierpnia 2009
Gotuj Boso - Wielkie Złe Burrito
Zapraszam do obejrzenia pierwszego odcinka mojego programu kulinarnego
Gotuj Boso
wtorek, 2 czerwca 2009
Skinhead Attitude
Polecam obejrzeć poniższy film. Opowiada o prawdziwej historii ruchu skinhead, któremu od jakiegoś czasu przypięto plakietkę ruchu neonazistowskiego, co nie ma nic wspólnego z jego początkami, związanymi z czarnymi emigrantami z Jamajki, muzyką ska i reggae.
Polecam też poczytać dla chcących bardziej wgłębić się w temat Spirit of '69
Jeżeli nie przepadacie za oglądaniem filmu pociętego na 9 części w YouTube to tutaj cały film do pobrania plus szerszy od mojego opis.
Polecam też poczytać dla chcących bardziej wgłębić się w temat Spirit of '69
Jeżeli nie przepadacie za oglądaniem filmu pociętego na 9 części w YouTube to tutaj cały film do pobrania plus szerszy od mojego opis.
środa, 22 kwietnia 2009
Bestory rozdane!!
Dzisiaj odbyła się uroczysta gala, na której rozdano B.e.s.t.-ory
Poniżej prezentuję wszystkie filmy, które zapowiadały poszczególne kategorie:
Gwoli wyjaśnienia:
- DOSTĘPNY - nagroda za stały i dobry, kontakt ze studentami,
- PASJANS - nagroda za najciekawsze i najbardziej niesamowite hobby,
- SAPER - nagroda za umiejętność doprowadzenia do planowanych wybuchów śmiechu u studentów,
- WIELKA FRAJDA - nagroda za umiejętność zamiany zajęć wychowania fizycznego w wielką frajdę,
- WERSJA JĘZYKOWA - nagroda za biegłość w znajomości wszelkich zawiłości obcego języka,
- ŁEBSKI ADMIN - nagroda dla najlepszego pracownika administracyjnego na uczelni,
- F1=HELP - nagroda dla pracownika broniącego interesów studentów i niosącego im bezinteresowną pomoc,
- SPESZAL EDYSZYN MENTOR (SEM) - nagroda za najlepsze seminarium, dla najlepszego promotora,
- E-LEGANT - nagroda za niewymuszoną i naturalną elegancję - w ubiorze, w słowie i w zachowaniu wobec studentów,
- WIKIPEDYSTA - nagroda za erudycję, która potrafi robić prawdziwe wrażenie,
- ORGANIZAYTOR - nagroda za punktualność, zorganizowanie, rzeczowość zajęć i udostępnianych materiałów, przestrzeganie podanego studentom harmonogramu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


