Pokazywanie postów oznaczonych etykietą urodziny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą urodziny. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 25 października 2010

Trochę poezji na dzisiaj


Jako, że wczoraj skończyłem 22 lat, to dzisiaj, dla relaksu, trochę kultury. Pozwolę sobie przepisać wiersz nieznanego autora, który znalazłem w motcie książki H.E. Brawery Brewing Without Failures:
Oh - Good Lord
The Horse and Mule live thirty years,
Yet know nothing of wines and beers.

Most Goats and Sheep at twenty die,
And have never tasted Scotch or Rye.



A Cow drinks watern by the ton,
So at eighteen is mostly done.



The Dog in milk and water soaks,
And then in twelve short years he croaks.


Your Modest sober, bone-dry Hen,
Lays eggs for Nogs, then dies at Ten.


All Animals are strictly dry,
They sinless live and swiftly die.


But sinful, Ginful, beer soaked man,
Survives three score years and ten.


While some of us, though mighty few,
Stay sozzled till we're ninety-two.

Origin unknown

poniedziałek, 26 października 2009

21 lat zbychowcowania



O tak! Stało się! Jestem starszy o kolejny rok. Za to bardzo się cieszę, bo moje urodziny stały się świetną okazją na przednie spotkanie towarzyskie. Słowem - można się było nieźle zabawić, co też z powodzeniem uczyniliśmy.
Jak się okazuje, dzień ten upatrzyli sobie również tzw. tęczowi i ich zajadli przeciwnicy, którzy tego dnia postanowili sobie poparadować tudzież wyrazić swą dezaprobatę wobec tego typu wydarzeń. Miało miejsce wówczas także derby Śląska i Zagłębia. Tak się akurat złożyło, że gdy zmierzałem na imprezę, wielkie stado (jakieś 30) policyjnych samochodów akurat zmierzało z tego pierwszego na to drugie. Nagranie poniżej (słabej jakości, wolałem się nie wychylać wobec takiej ilości).


Ale wróćmy może jednak do meritum tej notki, czyli do moich urodzin.Wszystko zaczęło się od tak zwanego before party u moich kolegów, które polegało na przyrządzeniu i spożyciu lasagne. Nie zabrakło oczywiśćie tradycyjnej towarzyszki większych naszych imprez, czyli tequili.


Kolejnym punktem było udanie się na koncert zaprzyjaźnionego zespołu Bethel, którego członkom winny byłem poza tym płytkę ze zdjęciami z ich koncertu urodzinowego. Stolik był zarezerwowany, toteż mieliśmy gdzie się usadowić. Jednak podczas koncertu tylko jedna osoba z ekipy siedziała - Krzysio. Koncert był przedni, Bethel świetnie daje radę na koncertach, wspaniała energia, pełny pozytyw. A żeby nie było, że coś tu próbuję zmyślać to poniżej nagranie z koncertu:

Zebrała się całkiem pokaźna grupka moich znajomych, z którymi świętowałem swoje urodziny.
(tak na marginesie to Rafał miał imieniny, chociaż on takich świąt nie uznaje)


Wkrótce uznaliśmy jednak, że należy zmienić lokal. Padło znów na mieszkanie Rafała i Krzysia, gdzie też się niezwłocznie udaliśmy.


I to by było tyle jeśli chodzi o moje urodziny, które zakończyły się o jakiejś 3 czy 4 (zależy od czasu lokalnego). Oczywiście dziękuję moim gościom za przybycie i fantastyczne prezenty, które dostałem! Yerby nie zabraknie mi raczej w tym roku, a także ciekawej literatury!

poniedziałek, 3 sierpnia 2009