Z racji powrotu do domu na święta miałem okazję zapoznać się również z tym, co dzieje się w świecie reklam. Moją uwagę (nie tylko ze względu na branżę) zwróciła reklama firmy Wonga.com, która oferuje krótkoterminowe pożyczki pozabankowe. Nie znalazłem nigdzie w sieci polskiej reklamy, ale udało mi się odszukać prawdopodobny pierwowzór brytyjski:
Od jakiegoś czasu pracuję dla portalu Prognostic.pl. Pomyślałem sobie, żeby pochwalić się tutaj co ciekawszymi osiągnięciami. To jak na razie moja pierwsza i największa infografika tam.
Gdy w piątek wybierałem się na kolejną manifestację przeciw ACTA, mama zadzwoniła do mnie oznajmiając, że właśnie w TV premier ogłasza, że zawiesza ratyfikację i żebym dał sobie spokój - wszak mam na głowie ważniejsze sprawy niż marznięcie na dworze. Kochana mama! Jakoś mnie jednak ta informacja nie przekonała i postanowiłem na protest się wybrać. Mróz był rzeczywiście siarczysty i gdy przybyłem ze znajomymi pod Halę Stulecia, można było odnieść wrażenie, że z protestu (a właściwie z jakiejś porządnej jego skali) będą nici, bo była tam zaledwie garstka osób, głównie z zorganizowanych grup. Okazało się jednak, że podczas marszu ludzi przybywało i zanim doszliśmy na rynek było nas już nawet tysiąc. Poniżej prezentuję moją krótką wideorelację z tego wydarzenia:
Ciekawą inicjatywę mieli też goście puszczający internetowy hit Trololo song podczas przemarszu pod ich oknami:
W poniedziałek u premiera odbyła się z kolei "debata" w sprawie ACTA, która najwyraźniej miała być dowodem łaski ze strony naszego umiłowanego przywódcy, czego dowiodły zarówno forma dyskusji, jak i sama jej organizacja (wysyłanie zaproszeń blogerom na łapu-capu). Poniżej prezentuję dość ciekawy fragment owej "debaty":
Tak więc nie ma co się łudzić, że rząd zaczął z dnia na dzień liczyć się z wolą narodu, walka o wolny Internet (i o wolność w ogóle!) nadal trwa. Nie można spocząć na laurach!
Cóż, już teraz można powiedzieć, że rząd ma naszą wolność głęboko w dupie (jakby to było coś nowego :D), umowa ACTA została podpisana dzisiaj w nocy przez panią Ambasador RP w Japonii. Wystarczy tylko mieć nadzieję, że ruch, który powstał przeciw podpisaniu tego dokumentu nie zostanie zdemobilizowany i nadal będzie solidarnie walczyć o wolność w Internecie. W końcu racja jest po naszej stronie!
Nasze transparenty cieszyły się powodzeniem wśród fotografów;)
Byłem wczoraj na wrocławskiej manifestacji i byłem bardzo pozytywnie zaskoczony. Przybyło naprawdę mnóstwo ludzi (niewykluczone, że ponad 20 tysięcy!), w dodatku z różnych środowisk: od nacjonalistów po anarchistów, a także pełno zwykłych szarych internautów, co dodawało wyjątkowego charakteru atmosferze zgromadzenia. Marsz zakończył się na rynku wspólnym odśpiewaniem "Mazurka Dąbrowskiego" (ze szczególną mocą zabrzmiały słowa "co nam obca przemoc wzięła szablą odbierzemy"), po czym ludzie zaczęli się rozchodzić. Zapraszam do obejrzenia mojej relacji poniżej...
Kolejna batalia o wolny Internet trwa. Jak łatwo się domyślić - będzie trwała tak długo jak dążący do coraz większej władzy rząd będzie starał się całkowicie podporządkować sobie ludzkie jednostki. Dlatego też po niemal trzech latach wypada mi po raz kolejny poruszyć ten temat. W tym tygodniu miały miejsce największe w historii protesty (m.in. Wikipedii i Google'a) przeciw drakońskiej ustawie SOPA, a już w przyszłym tygodniu najprawdopodobniej polski rząd podpisze niemniej groźne porozumienie ACTA.
Oczywiście nietrudno się domyślić, że za tymi ustawami stoi potężne lobby koncernów medialnych, przemysłowych i innych, które zamiast czerpać korzyści zaspokajając potrzeby swoich klientów wolą tworzyć prawa, które zapewnią im dochody bez żadnego wysiłku. Po raz kolejny oczywiście koncerny te odwołują się do wziętych z kosmosu milionowych strat z tytułu piractwa internetowego.
Okazuje się zresztą, że "organy ścigania" wcale nie potrzebują ani SOPA, ani ACTA, aby ograniczać wolność słowa i ukrócić niewygodne serwisy. Już wczoraj zamknięta serwisy MegaUpload i MegaVideo, których przedstawiać nikomu raczej nie trzeba. Pytanie jak długo społeczność internetowa będzie znosić traktowanie jak bydło. Część z nich, a konkretnie grupa Anonymus, szybko odpowiedziała na zamknięcie popularnego hostingu zhakowaniem stron FBI, RIAA i innych odpowiedzialnych organizacji.
Inni (na przykład ja) starają się jak najszerzej rozpowszechnić informację o tym, co się dzieje i jak można spróbować walczyć z represyjnymi przepisami.
Pozdrawiam. Ahoj!
"To dziecko ma raka i Facebook zapłaci 3 centy za każde udostępnienie. Udostępniajmy!"
Pewnie znowu wyjdę na nieczułego sk***syna, ale wyjątkowo irytują mnie pojawiające się co jakiś czas obrazki, które żerują na ludzkiej naiwności i współczuciu, a przede wszystkim głupocie. Nie wiem jaki cel mają osoby, które je tworzą podobne "fejki", ale jest to wyjątkowo prymitywny dowcip. Facebook oczywiście nie zapłaci żadnych 3 centów, nie wiem czy nawet jest taka możliwość, żeby policzyli ilość udostępnień, wrzuceń na profil itp., a przede wszystkim należy zauważyć, że prawdziwe charytatywne akcje (jak chociażby popularny Pajacyk) internetowe zazwyczaj mają jakieś podłoże komercyjne, a więc sponsorów, bo (po raz kolejny przypominam!) pieniądze nie biorą się z powietrza!
Dlatego też uprzejmie proszę - nie dajcie się nabić w butelkę i nie rozpowszechniajcie podobnych głupot!
Ostatnio popularne na Facebooku stały się różnego rodzajufikcyjne wydarzenia, które w gruncie rzeczy są sposobem na dotarcie do jak największej ilości podpisów pod petycją w sprawach przemocy wobec zwierząt. Petycja w sprawie zabicia psa husky wywołała nawet odzew w mediach głównego nurtu. Można podejrzewać, że przyczyniło się to do wyroku bezwzględnego pozbawienia wolności wymierzonego oprawcom zwierzęcia, chociaż nie w takim wymiarze jakiego chcieli prokurator i autorzy petycji (patrz tutaj). Zastanawia mnie jaki jest sens pisania takich petycji. Sądy powinny się opierać na obowiązujących przepisach, a nie na woli "ludu" wyrażonej jakąś petycją. No, ale ta petycja przynajmniej była skierowana do prokuratora, a więc osoby w jakiś sposób związanej ze sprawą. Ostatnio pojawiła się jednak nowa inicjatywa, która odwołuje się do... no właśnie, sami przeczytajcie:
Kancelaria Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej
ul. Wiejska 10
00-902 Warszawa
(22) 695-29-00
listy@prezydent.pl
Szanowny Pan Prezydent RP
Bronisław Komorowski
Zwracam się do Pana Prezydenta z prośbą o zainteresowanie się sprawą bulwersującego zabicia psa na torach kolejowych (Biała Podlaska) przez jego opiekuna.
Film ukazujący wstrząsającą i niehumanitarną postawę wobec zwierzęcia obiegł już całą Polskę.
Wyjaśnienia, że mężczyzna nie trzymał psa na smyczy i był to tylko wypadek, są kpina z polskiego prawa o ochronie zwierząt.
Jak widać na filmie mężczyzna wiedział dokładnie co robi, chodził po torach wraz z wiernym, nie przeczuwającym zagrożenia zwierzęciem. Widząc nadjeżdżający pociąg stanął z psem na torach i w ostatniej chwili odskoczył pozostawiając ślepo mu posłuszne, ufne zwierzę, które natychmiast zostało rozjechane przez pociąg.
Mężczyzna ten powinien ponieść dotkliwą, adekwatną do popełnionego czynu karę.
Nie ukaranie sprawcy pokaże, że bestialstwo i sadyzm w naszym kraju w stosunku do zwierząt są poza prawną kontrolą.
Z przykrością obserwuję, że ochrona praw zwierząt w naszym kraju w ostatnich latach nie przynosi pożądanych efektów. Sędziowie w wielu przypadkach traktują oprawców w sposób bardzo łagodny, a wymierzona kara jest najczęściej bardzo niska. Nie odstrasza to sprawców od popełniania następnych przestępstw przeciw bezbronnym zwierzętom.
Jeszcze raz w imieniu ludzi, którym los zwierząt leży na sercu zwracam się do Pana Prezydenta z prośbą o zajęcie stanowiska w tej sprawie, oraz o przyjrzenie się problemowi niskich wyroków w sprawach znęcania się lub zabijania zwierząt w Polsce.
Z poważaniem
Filip Barche
Inspektor ds. zwierząt
od ponad 20 lat
oddany pomocy
zwierzętom.
Już pominę fakt, że autor najzwyczajniej w świecie uważa chyba proces sądowy za zbędny, bo przecież wie lepiej jak było naprawdę. Kierowanie tego typu petycji do Kancelarii Prezydenta to dowód na skrajną nieznajomość zasady trójpodziału władzy, która obowiązuje w Polsce. No chyba, że chce tym pismem wywołać jakieś zmiany w prawie dot. ochrony zwierząt. Niestety z tego tekstu to nie wynika.
Postanowiłem więc, że nie będę się podpisywał pod tego typu petycjami. To zwykła strata czasu.
Co jakiś czas zaglądam na czat Omegle.com, o którym pisałem już kiedyś, raczej z nudy niż z jakiejś chęci "poznania ciekawych ludzi z innych krajów", bo takowi są tam raczej w opozycji. Tak więc wczoraj zaczynam rozmowę, przeleciało mnóstwo osób, które na widok słowa "male" rozłączali się (a może rozłanczali? :)), debili, których sam wyłączałem, aż w końcu trafiłem na kogoś, kto chciał ze mną porozmawiać. Oto jak się rozwijała rozmowa:
You: hi Stranger: asl/ You: 21mPL You: u? Stranger: 20fCA You: CA means Canada? Stranger: California You: sorry;] Stranger: its okay ;) You: how are you? Stranger: better now that i'm talking to you ;) You: my pleasure:) Stranger: i like pleasure ;) You: good Stranger: i can pleasure you? Stranger: would you like that You: what? Stranger: tell me how you like it big boy You: it? Stranger: you know; ) You: uh You: after wedding only with my wife Your conversational partner has disconnected.
Komentarz jest chyba raczej zbędny, jednakże zamieszczę skrótowy słowniczek mowy czatowej:
asl - age, sex, location - wiek, płeć, lokalizacja 21mPL - tak zazwyczaj odpisuję ja - 21 lat, mężczyzna (male), Polska (zawsze zastanawia mnie czy taki obcokrajowiec prawidłowo kojarzy te dwie litery z naszym krajem) u - you - ty, w wersji ze znakiem zapytania będzie znaczyć: a ty?
No i stało się. W środę w państwie, które ma w godle hasło "Wolność, Równość, Braterstwo" przegłosowano projekt, który pozwala na odcięcie Internetu (bez pozwolenia sądu, a więc z pominięciem zasady trójpodziału władzy) za ściąganie nielegalnych plików. Tzw. prawo Hadopi jest nie tylko niesprawiedliwe (bo kara komputer, a nie użytkownika) ale także, jak sądzę, niemożliwe do pełnego wyegzekwowania. Żeby nie przepisywać innych polecam poczytać na DI oraz Blogu Lidii Geringer de Oedenberg.
Z informacji, które dobiegają z różnych źródeł (m.in. z bloga europosłanki, Pani Lidii Geringer de Oedenbergoraz Strony Partii Piratów) można wywnioskować, że udało się obronić Internet przed zakusami korporacyjnymi i możliwością ograniczenia dostępu do niego. Na stronie PP możemy przeczytać:
Dobra wiadomością jest to, że poprawki nie zostały przyjęte. Złą wiadomością jest to, że debata na temat Pakietu bezie trwać nadal podczas Szwedzkiej prezydencji, gdyż Pakiet nie został odrzucony jako całość. Z tego wynika, że walka o wolność internetu nie została zakończona.
Na stronie Parlamentu Europejskiego zaś znalazłem tekst, który może rzucić trochę światła na sprawę:
Poseł Malcolm Harbour: "internet musi być wolny, lecz nie pozbawiony regulacji"
"Pakiet Telekomunikacyjny nie miał, i nie ma nic wspólnego z ograniczaniem korzystania z internetu", wyjaśnia Malcolm Harbour. Brytyjski poseł przygotował sprawozdanie o ochronie praw konsumenta, które stanowi część pakietu. We wtorek rano rozpoczęła się w Parlamencie debata nad gruntowną reformą europejskiego rynku telekomunikacji. Nowe przepisy ułatwią nam korzystanie z nowoczesnych technologii. Posłowie uważają, że swobodny dostęp do sieci jest fundamentalnym prawem każdego obywatela.
Dostęp użytkowników do elektronicznych usług telekomunikacyjnych był w ubiegłym tygodniu jedną z najdłużej dyskutowanych kwestii w negocjacjach Parlamentu z czeską Prezydencją Unii Europejskiej. Wiadomo, że ministrowie państw członkowskich domagali się większej kontroli. Co wynegocjowany z Pakiet Telekomunikacyjny mówi o dostępie do Internetu?
Pakiet dyrektyw, nad którym pracujemy, nie dotyczy egzekwowania praw autorskich. Parlament nie może wymusić na państwie członkowskim, by w taki, czy inny sposób urządziło swój własny system sądowniczy. Wynika to bezpośrednio z podstawowej zasady pomocniczości.
Udało nam się osiągnąć absolutna jasność, co do tego, iż dostęp do internetu stanowi jedno z praw podstawowych każdego z obywateli Unii Europejskiej i w ten sposób podlega ochronie na mocy Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.
To rządy narodowe zajmują się ewentualnym ograniczaniem dostępu do sieci. Nie ma w tej dziedzinie zaleceń na poziomie Unii Europejskiej. Dlatego na przykład we Francji zablokowany został dostęp do stron handlujących nazistowskimi pamiątkami - zadecydował o tym rząd francuski.
Na poziomie europejskim możemy jedynie wymagać, by konsumenci otrzymywali informacje o zablokowanych stronach. Użytkownik ma prawo wiedzieć, czy i dlaczego dostawca internetu ogranicza dostęp do pewnych stron.
W sieci krążą plotki, że nowe przepisy wprowadzą warunkowy dostęp do internetu, dostawcy będą mogli ograniczać ilość odwiedzanych stron, czytamy o podziale internetu na "pakiety", blokowaniu dostępu do Skype'a. Czy wolność internetu naprawdę jest zagrożona?
To już czysta fantazja. Pakiet Telekomunikacyjny nigdy nie miał nic wspólnego z ograniczaniem internetu. Niezwykle zaskoczyła mnie treść tekstu, który rozpowszechnia organizacja Blackout Europe. W tej propozycji nie ma nic na ten temat.
Jakie korzyści pakiet przyniesie konsumentom?
Konsumenci uzyskają bardziej otwarty i przejrzysty dostęp do informacji, co ułatwi im na przykład zmianę dostawcy. Przed podpisaniem umowy, dostawca będzie musiał poinformować klienta, na jak długo wiąże się z wybraną usługą. Ten czas się także skróci. Dzięki nowym przepisom operator będzie mógł wymagać od klienta maksymalnie 24 miesięcy lojalności. W dzisiejszym dynamicznym świecie, dłuższa umowa przykuwa nas do jednego miejsca i zniechęca do zmian.
Równocześnie łatwiej będzie przenieść swój numer telefonu do innej sieci. Operatorzy komórkowi będą musieli przepisać nasz numer w ciągu jednego dnia roboczego. Poprawiliśmy również jakość usług alarmowych. Telefon będzie podawał położenie dzwoniącego służbom ratunkowym, często jest to kwestia życia lub śmierci.
Wzmocniliśmy przejrzystość planów taryfowych, Pakiet promuje strony internetowych porównywarek cen usług i pozwala krajowym organom regulacji telekomunikacji nakładać na operatorów obowiązek zapewnienia usługi osobom niepełnosprawnym. Konsumenci będą mogli negocjować cenę z operatorem, jeśli ich miesięczne rachunki przekraczają określoną sumę. Jeśli zdarzy się, iż dostawca internetu ujawni przez przypadek dane klienta w sieci, będzie musiał o tym poinformować poszkodowanego i wyjaśnić incydent.
Czy internet powinien podlegać jakiejś formie kontroli?
Internet nie może pozostawać kompletnie bez kontroli, chociażby dlatego, że wykorzystywany jest również do celów bezprawnych, takich jak działalność terrorystyczna, rozpowszechnianie dziecięcej pornografii, handel dziećmi i tym podobne.
Jako podstawową zasadę możemy przyjąć, że internet powinien zawsze być wolny, co nie znaczy, że pozbawiony jakichkolwiek regulacji.
Z mojej strony mogę dodać tylko, że jestem zażenowany poziomem informacji, jakie o tej sprawie przekazywała w swoich serwisach informacyjnych Telewizja Polska. Przedstawiła ona protestujących internautów jako piratów, czyli przestępców, którzy nie chcą wprowadzenia przepisów uniemożliwiających im popełniania przestępstwa. Oto co podały Wiadomości:
Totalna niekompetencja i stronniczość dziennikarzy TVP wyszła dodatkowo w drugim serwisie tej stacji, Panoramie:
Tutaj na koniec pojawiają się, nie wiedzieć skąd, kosmiczna suma 130 mln dolarów (tak, jakby każdy, kto nie ściągnie płyty z sieci kupił ją w sklepie) oraz 3,5 tys. miejsc pracy. Oczywiście źródło takich groteskowych danych nie zostało podane.
Jaka będzie przyszłość sieci w Europie? Naobecną chwilę nie wiadomo, ale sądzę, że powinno się rozważnie wybierać europarlamentarzystów w nadchodzących wyborach.
Jak się dzisiaj dowiedziałem (może trochę późno, ale zawsze), Parlament Europejski niebawem (5 maja) ma podjąć decyzję w szalenie ważnej dla przyszłości Internetu sprawie:
Brukselscy oficjele postanowili ograniczyć nam dostęp do Internetu i podzielić go na tak zwane "pakiety". Co to oznacza w praktyce? Daje to prawo dostawcom usług internetowych na ograniczony dostęp do zasobów światowej sieci. Przykładowo w najtańszym pakiecie dostaniesz dostęp do jednych, a do innych witryn już nie - zależy to od zasobności portfela właściciela portalu. Może się zdarzyć, że dostęp do niszowych, ale jakże ważnych dla Ciebie witryn będzie zablokowany. Winne są korporacje, które lobbują na rzecz tych zmian pod pretekstem obrony przed piractwem. Jest prawie pewne, że dostęp do sieci p2p zostanie zablokowany, bo żadnemu usługodawcy nie będzie się to opłacać. (cytat ze Strony Partii Piratów)
Skąd biorą się tego typu pomysły w Parlamencie? Najprawdopodobniej z lobbingu dużych korporacji branży telekomunikacyjnej (wśród nich wymieniane są m.in. Orange oraz Telefonica) i fonograficznej, które swoją drogą już przepchnęły kilka przepisów, które pod przykrywką walki z piractwem ograniczają swobodę internautów (przykład). Jak można przeczytać w Dzienniku Internautów:
Według obserwatorów, jeśli nowe prawo zostanie przyjęte, to różni użytkownicy mogą mieć dostęp do różnych usług. W takiej sytuacji może dojść do zahamowania rozwoju e-handlu, bo dostawca internetu może dać fory wielkim sklepom, które podpisały z nim umowę. Istnieje zagrożenie, że nie będą mogły rozwijać się startupy, bo nie będzie ich stać na płacenie za uprzywilejowaną pozycję. Zagrożone są usługi VoIP, bo dostawcy internetu (nierzadko będący także operatorami telefonicznymi) będą mogli ograniczyć do nich dostęp.
Oznaczało by to podkopanie bardzo dynamicznie rozwijającej branży, z której wyrosły m.in. takie giganty jak Google, co w dobie kryzysu wydaje się już być skończoną głupotą.
Co prawda chyba trudno mówić jeszcze o sytuacji podobnej do tej w Chinach, gdzie to rząd blokuje obywatelom dostęp do pewnych zasobów sieci (przy czym niektóre koncerny ochoczo go w tym wspierają, zapewne za niemałą kaskę), jednak byłby to pierwszy krok w stronę znacznego ograniczenia i zwiększenia podziałów wśród użytkowników, co znacznie zmniejszyło by potencjał, jaki reprezentuje obecnie globalna sieć. Dlatego też proszę tych, którzy to czytają o zapoznanie się z materiałami na poniższych stronach:
a także, jeśli możecie, podpiszcie się pod listem otwartym do polskich europosłów. Akcja taka moim zdaniem, w przeddzień wyborów, kiedy politykom raczej bardzo zależy na poparciu elektoratu, którego internauci stanowią pokaźną część, powinna przynieść skutek. Ważne jest jednak, aby o sprawie tej dowiedziało się możliwie dużo ludzi. Wiadomo, że takie zarządzenia najlepiej wprowadza się po cichu, tylnymi drzwiami, zaś skutki jego mogą być opłakane. Jak widzicie, ja jestem raczej w takich sprawach (jak i w innych) optymistą.
Pozdrawiam
Ahoj!
P.S. Z tego co wiem, planowane są również protesty w Warszawie, 3. maja, czyli w niedzielę