Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Europa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Europa. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 22 maja 2011

¿Co się właściwie dzieje w Hiszpanii?

Demonstranci w Granadzie, licencja Creative Commons
 Od tygodnia w Hiszpanii trwają protesty antyrządowe. Fala demonstracji opanowała 50 miast, najbardziej spektakularna chyba jest demonstracja na Puerta del Sol w Madrycie. Powody protestów są rzecz jasna oczywiste. Trzy dekady rządów socjalistów z PSOE (z małymi przerwami), charakterystyczne dla socjaldemokracji życie na kredyt i ręczne sterowanie gospodarką musiało w końcu, jak w pozostałych państwach PIGS (z Grecją na czele), doprowadzić do katastrofy. Nic więc dziwnego, że Hiszpanie nieźle się wkurzyli na swoich miłościwie panujących i wyszli na ulice, czy jak w Madrycie - na place.

Protesty w Sevilli, licencja Creative Commons 
Ciekawe jest to, że protesty te nie zostały zorganizowane (przynajmniej taka jest oficjalna wersja) przez związki zawodowe ani partie polityczne, jest to inicjatywa oddolna, nastawiona wrogo zarówno do rządzącej PSOE, jak i opozycyjnej PP. Jednym z haseł akcji Democracia Real Ya! (Prawdziwa Demokracja Teraz!) jest zmiana ordynacji wyborczej, która przełamała by monopol tych dwóch partii w obsadzaniu stołków. Niestety demonstranci oprócz tego, że zaczęli zauważać, iż rządzi nimi banda oszustów i złodziei, nie do końca chyba zrozumieli powód sytuacji, w której się znaleźli. Oskarżają bowiem obok rządu także bankierów (poniekąd słusznie) i... kapitalizm!
Do postulatów "młodych gniewnych" zalicza się (cytuję za blogerem conejo infernal, podkreślenia moje):

-przeciw bezrobociu: zatrzymanie podwyższania wieku emerytalnego do momentu ograniczenia bezrobocia wśród młodych; przywrócenie zasiłku dla trwale bezrobotnych; przywileje dla firm o udziale pracowników tymczasowych mniejszym niż 10%
-prawo do mieszkania: przejmowanie przez państwo wybudowanych, niesprzedanych mieszkań i umieszczenie ich na rynku chronionego wynajmu; ułatwienia dla młodych i osób o niskich dochodach przy wynajmie mieszkań
-usługi publiczne wysokiej jakości: niezależna kontrola budżetów i wydatków administracji; zatrudnienie kadry nauczycielskiej w celu zapewnienia odpowiedniej ilości uczniów w salach i podziału na grupy; tani transport publiczny z przywróceniem pociągów, które zostały zastąpione przez AVE (szybkie, ale obrzydliwie drogie pociągi między największymi miastami)
Jak widać młodzi hiszpańscy rewolucjoniści nie za bardzo chcą porzucić swój dotychczasowy styl życia na kredyt i koszt państwa. Nieszczególnie przeszkadza im również rozrośnięty aparat urzędniczy będący kołem młyńskim u szyi staczających się krajów PIGS. Uderza również to, że pomimo, iż jednym z powodem wyjścia demonstrantów na ulice jest spadek poziomu ich pensji, brak  logicznych przecież haseł radykalnej obniżki podatków (przynajmniej z tych informacji, które dotarły do mnie). Pojawiają się za to hasła przeciw wolności gospodarczej i prawu własności (jak chociażby w/w przejmowanie mieszkań). Niestety, aktywne zwalczanie ideologii socjalistycznej przez rząd czasów generała Franco najwidoczniej sprawiło, że Hiszpanie wyjątkowo chętnie łykają bajeczki o gospodarce centralnie planowanej i "sprawiedliwości społecznej". Z letargu nie wybudziła ich nawet katastrofa gospodarcza, którą zafundowała im rządząca lewica.

środa, 6 maja 2009

Zwycięstwo wolnego Internetu




Z informacji, które dobiegają z różnych źródeł (m.in. z bloga europosłanki, Pani Lidii Geringer de Oedenberg oraz Strony Partii Piratów) można wywnioskować, że udało się obronić Internet przed zakusami korporacyjnymi i możliwością ograniczenia dostępu do niego. Na stronie PP możemy przeczytać:
Dobra wiadomością jest to, że poprawki nie zostały przyjęte. Złą wiadomością jest to, że debata na temat Pakietu bezie trwać nadal podczas Szwedzkiej prezydencji, gdyż Pakiet nie został odrzucony jako całość. Z tego wynika, że walka o wolność internetu nie została zakończona.

Na stronie Parlamentu Europejskiego zaś znalazłem tekst, który może rzucić trochę światła na sprawę:

Poseł Malcolm Harbour: "internet musi być wolny, lecz nie pozbawiony regulacji"

"Pakiet Telekomunikacyjny nie miał, i nie ma nic wspólnego z ograniczaniem korzystania z internetu", wyjaśnia Malcolm Harbour. Brytyjski poseł przygotował sprawozdanie o ochronie praw konsumenta, które stanowi część pakietu. We wtorek rano rozpoczęła się w Parlamencie debata nad gruntowną reformą europejskiego rynku telekomunikacji. Nowe przepisy ułatwią nam korzystanie z nowoczesnych technologii. Posłowie uważają, że swobodny dostęp do sieci jest fundamentalnym prawem każdego obywatela.

Dostęp użytkowników do elektronicznych usług telekomunikacyjnych był w ubiegłym tygodniu jedną z najdłużej dyskutowanych kwestii w negocjacjach Parlamentu z czeską Prezydencją Unii Europejskiej. Wiadomo, że ministrowie państw członkowskich domagali się większej kontroli. Co wynegocjowany z Pakiet Telekomunikacyjny mówi o dostępie do Internetu?

Pakiet dyrektyw, nad którym pracujemy, nie dotyczy egzekwowania praw autorskich. Parlament nie może wymusić na państwie członkowskim, by w taki, czy inny sposób urządziło swój własny system sądowniczy. Wynika to bezpośrednio z podstawowej zasady pomocniczości.

Udało nam się osiągnąć absolutna jasność, co do tego, iż dostęp do internetu stanowi jedno z praw podstawowych każdego z obywateli Unii Europejskiej i w ten sposób podlega ochronie na mocy Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.

To rządy narodowe zajmują się ewentualnym ograniczaniem dostępu do sieci. Nie ma w tej dziedzinie zaleceń na poziomie Unii Europejskiej. Dlatego na przykład we Francji zablokowany został dostęp do stron handlujących nazistowskimi pamiątkami - zadecydował o tym rząd francuski.

Na poziomie europejskim możemy jedynie wymagać, by konsumenci otrzymywali informacje o zablokowanych stronach. Użytkownik ma prawo wiedzieć, czy i dlaczego dostawca internetu ogranicza dostęp do pewnych stron.

W sieci krążą plotki, że nowe przepisy wprowadzą warunkowy dostęp do internetu, dostawcy będą mogli ograniczać ilość odwiedzanych stron, czytamy o podziale internetu na "pakiety", blokowaniu dostępu do Skype'a. Czy wolność internetu naprawdę jest zagrożona?

To już czysta fantazja. Pakiet Telekomunikacyjny nigdy nie miał nic wspólnego z ograniczaniem internetu. Niezwykle zaskoczyła mnie treść tekstu, który rozpowszechnia organizacja Blackout Europe. W tej propozycji nie ma nic na ten temat.

Jakie korzyści pakiet przyniesie konsumentom?

Konsumenci uzyskają bardziej otwarty i przejrzysty dostęp do informacji, co ułatwi im na przykład zmianę dostawcy. Przed podpisaniem umowy, dostawca będzie musiał poinformować klienta, na jak długo wiąże się z wybraną usługą. Ten czas się także skróci. Dzięki nowym przepisom operator będzie mógł wymagać od klienta maksymalnie 24 miesięcy lojalności. W dzisiejszym dynamicznym świecie, dłuższa umowa przykuwa nas do jednego miejsca i zniechęca do zmian.

Równocześnie łatwiej będzie przenieść swój numer telefonu do innej sieci. Operatorzy komórkowi będą musieli przepisać nasz numer w ciągu jednego dnia roboczego. Poprawiliśmy również jakość usług alarmowych. Telefon będzie podawał położenie dzwoniącego służbom ratunkowym, często jest to kwestia życia lub śmierci.

Wzmocniliśmy przejrzystość planów taryfowych, Pakiet promuje strony internetowych porównywarek cen usług i pozwala krajowym organom regulacji telekomunikacji nakładać na operatorów obowiązek zapewnienia usługi osobom niepełnosprawnym. Konsumenci będą mogli negocjować cenę z operatorem, jeśli ich miesięczne rachunki przekraczają określoną sumę. Jeśli zdarzy się, iż dostawca internetu ujawni przez przypadek dane klienta w sieci, będzie musiał o tym poinformować poszkodowanego i wyjaśnić incydent.

Czy internet powinien podlegać jakiejś formie kontroli?

Internet nie może pozostawać kompletnie bez kontroli, chociażby dlatego, że wykorzystywany jest również do celów bezprawnych, takich jak działalność terrorystyczna, rozpowszechnianie dziecięcej pornografii, handel dziećmi i tym podobne.

Jako podstawową zasadę możemy przyjąć, że internet powinien zawsze być wolny, co nie znaczy, że pozbawiony jakichkolwiek regulacji.


Z mojej strony mogę dodać tylko, że jestem zażenowany poziomem informacji, jakie o tej sprawie przekazywała w swoich serwisach informacyjnych Telewizja Polska. Przedstawiła ona protestujących internautów jako piratów, czyli przestępców, którzy nie chcą wprowadzenia przepisów uniemożliwiających im popełniania przestępstwa. Oto co podały Wiadomości:

Totalna niekompetencja i stronniczość dziennikarzy TVP wyszła dodatkowo w drugim serwisie tej stacji, Panoramie:

Tutaj na koniec pojawiają się, nie wiedzieć skąd, kosmiczna suma 130 mln dolarów (tak, jakby każdy, kto nie ściągnie płyty z sieci kupił ją w sklepie) oraz 3,5 tys. miejsc pracy. Oczywiście źródło takich groteskowych danych nie zostało podane.
Jaka będzie przyszłość sieci w Europie? Naobecną chwilę nie wiadomo, ale sądzę, że powinno się rozważnie wybierać europarlamentarzystów w nadchodzących wyborach.

poniedziałek, 27 kwietnia 2009

Internet pod nadzorem?


Jak się dzisiaj dowiedziałem (może trochę późno, ale zawsze), Parlament Europejski niebawem (5 maja) ma podjąć decyzję w szalenie ważnej dla przyszłości Internetu sprawie:
Brukselscy oficjele postanowili ograniczyć nam dostęp do Internetu i podzielić go na tak zwane "pakiety". Co to oznacza w praktyce? Daje to prawo dostawcom usług internetowych na ograniczony dostęp do zasobów światowej sieci. Przykładowo w najtańszym pakiecie dostaniesz dostęp do jednych, a do innych witryn już nie - zależy to od zasobności portfela właściciela portalu. Może się zdarzyć, że dostęp do niszowych, ale jakże ważnych dla Ciebie witryn będzie zablokowany. Winne są korporacje, które lobbują na rzecz tych zmian pod pretekstem obrony przed piractwem. Jest prawie pewne, że dostęp do sieci p2p zostanie zablokowany, bo żadnemu usługodawcy nie będzie się to opłacać.
(cytat ze Strony Partii Piratów)

Skąd biorą się tego typu pomysły w Parlamencie? Najprawdopodobniej z lobbingu dużych korporacji branży telekomunikacyjnej (wśród nich wymieniane są m.in. Orange oraz Telefonica) i fonograficznej, które swoją drogą już przepchnęły kilka przepisów, które pod przykrywką walki z piractwem ograniczają swobodę internautów (przykład).
Jak można przeczytać w Dzienniku Internautów:
Według obserwatorów, jeśli nowe prawo zostanie przyjęte, to różni użytkownicy mogą mieć dostęp do różnych usług. W takiej sytuacji może dojść do zahamowania rozwoju e-handlu, bo dostawca internetu może dać fory wielkim sklepom, które podpisały z nim umowę. Istnieje zagrożenie, że nie będą mogły rozwijać się startupy, bo nie będzie ich stać na płacenie za uprzywilejowaną pozycję. Zagrożone są usługi VoIP, bo dostawcy internetu (nierzadko będący także operatorami telefonicznymi) będą mogli ograniczyć do nich dostęp.
Oznaczało by to podkopanie bardzo dynamicznie rozwijającej branży, z której wyrosły m.in. takie giganty jak Google, co w dobie kryzysu wydaje się już być skończoną głupotą.

Co prawda chyba trudno mówić jeszcze o sytuacji podobnej do tej w Chinach, gdzie to rząd blokuje obywatelom dostęp do pewnych zasobów sieci (przy czym niektóre koncerny ochoczo go w tym wspierają, zapewne za niemałą kaskę), jednak byłby to pierwszy krok w stronę znacznego ograniczenia i zwiększenia podziałów wśród użytkowników, co znacznie zmniejszyło by potencjał, jaki reprezentuje obecnie globalna sieć.
Dlatego też proszę tych, którzy to czytają o zapoznanie się z materiałami na poniższych stronach:

http://stopcenzurze.wikidot.com/
http://blackouteurope.pl/

a także, jeśli możecie, podpiszcie się pod listem otwartym do polskich europosłów. Akcja taka moim zdaniem, w przeddzień wyborów, kiedy politykom raczej bardzo zależy na poparciu elektoratu, którego internauci stanowią pokaźną część, powinna przynieść skutek. Ważne jest jednak, aby o sprawie tej dowiedziało się możliwie dużo ludzi. Wiadomo, że takie zarządzenia najlepiej wprowadza się po cichu, tylnymi drzwiami, zaś skutki jego mogą być opłakane.
Jak widzicie, ja jestem raczej w takich sprawach (jak i w innych) optymistą.
Pozdrawiam
Ahoj!
P.S. Z tego co wiem, planowane są również protesty w Warszawie, 3. maja, czyli w niedzielę