Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polska. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 kwietnia 2013

Konto z premią - czyli jak zarobić na ROR-ze

źródło: flickr.com
Banki coraz częściej, aby zdobyć nowego klienta, są gotowe nawet zapłacić mu za posiadanie, a nawet założenie u nich ROR-u. Jednocześnie rezygnują często z opłat za podstawowe funkcje rachunku. Postanowiłem przyjrzeć się produktom oferowanym przez polskie banki: Bank Gospodarki Żywnościowej, Bank Zachodni WBK i mBank, aby przekonać się ile można zyskać.

czwartek, 4 kwietnia 2013

Wonga.com - co to jest?

źródło: youtube.com

Z racji powrotu do domu na święta miałem okazję zapoznać się również z tym, co dzieje się w świecie reklam. Moją uwagę (nie tylko ze względu na branżę) zwróciła reklama firmy Wonga.com, która oferuje krótkoterminowe pożyczki pozabankowe. Nie znalazłem nigdzie w sieci polskiej reklamy, ale udało mi się odszukać prawdopodobny pierwowzór brytyjski:

wtorek, 29 stycznia 2013

Związki partnerskie

Dobrze było wyjechać poza granice naszego kraju na tydzień, odcinając się od medialnego szumu oraz Internetu. Podczas, gdy nad Wisłą rozgorzała ostra dyskusja na temat tzw. związków (okropne słowo) partnerskich ja spokojnie szusowałem sobie na nartach.

sobota, 5 stycznia 2013

Muzyczny narodowy zamordyzm

źdódło obrazka: OpenClipart.org

Na początku chciałbym przywitać się w nowym, 2013 roku. Mam nadzieję, że będzie to lepszy rok od poprzedniego. Mam również nadzieję, że w tym roku będzie się pojawiać więcej wpisów tutaj. Być może zacznę wrzucać jakieś materiały vlogowe i podcastowe. Liczę też, że pojawi się więcej komentarzy :)

środa, 9 maja 2012

Zbychowcowe koszulki i inne takie


Pozwolę sobie dzisiaj na odrobinę autoreklamy. Niedawno przemogłem się i założyłem konto na cupsell.pl. Czym jest ten serwis? W najprostszym ujęciu jest to platforma pozwalająca na tworzenie własnych wzorów koszulek i wielu innych ciuchów, a nawet poduszek, kubków i innych takich. Firma oferuje wykonanie nadruków i dostarczenie produktów do klienta. Właściciel konta z kolei dostarcza wzory i ustala wysokość prowizji. Genialne w swej prostocie, muszę przyznać!
Czując w sobie żyłkę dyktatora mody i uważając, że w sklepach wciska się ludziom straszny chłam, zabrałem się do roboty. Na cupsellu można standardowo założyć 3 sklepy, co też uczyniłem (a co!).
Pierwszy sklep to oczywiście marka, którą dobrze znacie, czyli Wasz ulubiony blog - Zbychowcowo. Tematyka wzorów, tak samo jak na blogu, różna. Trochę muzycznych, trochę piwa, trochę innych pomysłów. Polityki jak na razie unikam, ale może coś z tej tematyki też się tam pojawi jak będę miał jakiś pomysł.
Pierwszymi wzorami, które wrzuciłem, były te, które już jakiś czas temu pojawiły się na moim deviantArcie, ale jakoś nie było szans na ich zrealizowanie. Pierwszym był napis "Good Vibes".
Kliknij, by zobaczyć koszulkę w sklepie
Drugi wzór to też pomysł sprzed jakiegoś czasu. Na pamiątkę Petera Tosha - Stepping Razor! To nie jedyne wzory związane z muzyką reggae.
Kliknij, by zobaczyć koszulkę w sklepie
Pojawił się też wspomniany wcześniej wzór piwny, który opisuje niezwykłe właściwości porteru.
Kliknij, by zobaczyć koszulkę w sklepie
Dzisiaj do sklepu dołączyła również koszulka z ukulele! Mam nadzieję, że przypadnie do gustu miłośnikom tego czterostrunowego instrumentu! Na razie wrzuciłem jeden wzór, ale już pracuję nad następnymi!
Kliknij, by zobaczyć koszulkę w sklepie
Kolejny sklep to Zbychowcomix, który z założenia ma zawierać wzory zaczerpnięte z moich komiksów. Znajdują się więc tam:
Gadający kamień
Kliknij, by zobaczyć koszulkę w sklepie
Dzień Kobiet (komiks, który swego czasu przebił się do Demotywatorów i na Kwejka, ach te moje mini-sukcesy :D)
Kliknij, by zobaczyć koszulkę w sklepie
I inne wzory, które osoby znające moją skromną twórczość z pewnością rozpoznają, a może nawet zechcą nosić ją na piersi.
Ostatni sklep jest, jak mi się zdaje, najbardziej poważny i liczę na to, że ma porządny potencjał, a mianowicie Lokalni Patrioci. Powstał w odpowiedzi na "społeczne zapotrzebowanie" na regionalne ciuchy w oryginalnym, ciekawym wydaniu. Myślę, że znajdą tutaj coś dla siebie chociażby ci czytelnicy, którzy trafili na mojego bloga szukając Flagi Dolnego Śląska. Sklep można już "polubić" na facebooku. Postawiłem sobie ambitny cel, aby żaden region czy miasto nie pozostały bez jakiegoś ciekawego wzoru. I powoli go realizuję, starając się nie odwalać chały. W tej chwili swoich wzorów doczekały się:
Kraków (w kilku wariantach kolorystycznych)
Kliknij, by zobaczyć koszulkę w sklepie 
Wrocław
Kliknij, aby zobaczyć koszulkę w sklepie
i oczywiście Ełk!
Kliknij, aby zobaczyć koszulkę w sklepie
I to by było na razie na tyle z prezentacji moich sklepików. Zapraszam do odwiedzenia każdego z nich. Przy zakupie dwóch dowolnych rzeczy przesyłka jest darmowa! Zachęcam też do polubienia fanpage'u Lokalnych Patriotów. Będzie z pewnością wygodniej dowiadywać się stamtąd o wszystkich nowościach.
Czekam też na Wasze sugestie. Co poprawić? Co dodać? Czego lepiej nie dawać? Piszcie w komentarzach.
PS. Dla osób, które dopiero będą zakładać konto na cupsellu polecam skorzystać z linka http://cupsell.pl/polecam/zbychowiec, dzięki czemu dostanę dodatkową premię za zaproszenie.

czwartek, 29 marca 2012

Teatr nie jest produktem. Jest usługą.

"Dawaj kasę!" "Nieeeeeee!"

27 marca ponoć obchodziliśmy tzw. Międzynarodowy Dzień Teatru. Rzecz jasna dzień jak to dzień, codziennie obchodzimy różne mniej lub bardziej wymyślne święta (Dzień Kota, Dzień bez krawata etc.). Jednak tym razem, wykorzystując okoliczności, odbył się (cytując za Polityką):
masowy protest ludzi teatru przeciw komercjalizacji całego sektora i eksterminacji teatru artystycznego.

Hasłem przewodnim i tytułem listu otwartego napisanego przez te środowisko jest „Teatr nie jest produktem, widz nie jest klientem.”. W połowie oczywiście się zgadzam. Teatr to z pewnością nie produkt. To usługa! Co do widza mam jednak wątpliwości. Nie jest klientem? To kim jest, do cholery? Petentem? Intruzem? Pieskiem preriowym? Doprawdy, poziom totalniactwa w myśleniu tzw. ludzi teatru przeraża. A konsekwencją tego jest oczywiście tworzenie "sztuki dla sztuki" i w obliczu braku zainteresowania takim chłamem przez widzów (którzy przecież nie są klientami, a więc nie mają prawa wymagać), finansowanie teatrów z kieszeni podatnika.
I właśnie o obniżenie dotacji budżetowych się tu najbardziej rozchodzi. Wyrywanie pieniędzy przemocą zwykłym obywatelom na swoją działalność jest bowiem (jak na to wygląda) ulubionym zajęciem naszej elity kulturalnej. A łup jest rzecz jasna wagi jak najbardziej wartej tej całej szopki -  w samej Warszawie obcięto dofinansowanie na teatry o 20 mln PLN. 
Innym postulatem środowiska artystycznego jest sprzeciw wobec pomysłu obsadzania menedżerami stanowisk dyrektorskich. Tłumaczą to rzekomym zastąpienia programu artystycznego "ofertą handlową". Moim zdaniem jednak chodzi tu raczej o zabezpieczenie się przed odbetonowaniem kadry kierowniczej i wyrzuceniem z ciepłych posadek licznych leśnych dziadków trzymających się kurczowo swoich stołków.
Na końcu pozwolę sobie wyrazić moją własną opinię. Otóż jest rzeczą najpewniejszą na świecie, że kultura, niezależnie czy wysoka, czy niska, nie potrzebuje żadnych państwowych dofinansowań. Jeżeli rzeczywiście jest wartościowa, to z pewnością odnajdzie swoich beneficjentów (KLIENTÓW!), którzy dobrowolnie będą wspierać działalność placówek kulturalnych. Ja osobiście uważam dzisiejszy stan polskiego teatru za żałosny, jak mniemam głównie poprzez państwową pomoc. Jakoś trudno mi sobie wyobrazić sytuację, w której poszedłbym do teatru z własnej, nieprzymuszonej woli. Zresztą w tej opinii nie jestem zbytnio osamotniony. Ministerstwo Kultury należy zwyczajnie zlikwidować, a zaoszczędzone pieniądze przeznaczyć na spłatę długu publicznego (patrz po prawej). Wyjdzie to na zdrowie zarówno "ludziom teatru", kulturze polskiej, a tym bardziej polskim widzom, czyli klientom korzystającym z usług teatru!

środa, 8 lutego 2012

ACTA - walka trwa

forgifs.com


Gdy w piątek wybierałem się na kolejną manifestację przeciw ACTA, mama zadzwoniła do mnie oznajmiając, że właśnie w TV premier ogłasza, że zawiesza ratyfikację i żebym dał sobie spokój - wszak mam na głowie ważniejsze sprawy niż marznięcie na dworze. Kochana mama! Jakoś mnie jednak ta informacja nie przekonała i postanowiłem na protest się wybrać. Mróz był rzeczywiście siarczysty i gdy przybyłem ze znajomymi pod Halę Stulecia, można było odnieść wrażenie, że z protestu (a właściwie z jakiejś porządnej jego skali) będą nici, bo była tam zaledwie garstka osób, głównie z zorganizowanych grup. Okazało się jednak, że podczas marszu ludzi przybywało i zanim doszliśmy na rynek było nas już nawet tysiąc. Poniżej prezentuję moją krótką wideorelację z tego wydarzenia:


Ciekawą inicjatywę mieli też goście puszczający internetowy hit Trololo song podczas przemarszu pod ich oknami:


W poniedziałek u premiera odbyła się z kolei "debata" w sprawie ACTA, która najwyraźniej miała być dowodem łaski ze strony naszego umiłowanego przywódcy, czego dowiodły zarówno forma dyskusji, jak i sama jej organizacja (wysyłanie zaproszeń blogerom na łapu-capu). Poniżej prezentuję dość ciekawy fragment owej "debaty":
Tak więc nie ma co się łudzić, że rząd zaczął z dnia na dzień liczyć się z wolą narodu, walka o wolny Internet (i o wolność w ogóle!) nadal trwa. Nie można spocząć na laurach!

piątek, 14 października 2011

Też jestem oburzony! A co!

Pamiętacie Hiszpanów, którzy w maju postanowili okazać "oburzenie" poprzez okupację Puerta del Sol w Madrycie? Nasi rodacy uznali, że nie są gorsi i postanowili się również oburzyć! Nasi rodacy, a konkretnie uczniowie Wielokulturowego Liceum Humanistycznego (!) im. Jacka Kuronia (aż dziw bierze, że nie Ernesto Che Guevary) organizują 15 października w Warszawie manifestację przeciw...ale o tym może później. Nazwali się ci buntownicy Porozumieniem 15 października, co jakoś dziwnie przypomina mi Porozumienie 11 listopada, o którym też miałem okazję kiedyś pisać (swoją drogą wyjątkowo mało kreatywna jest lewica w wymyślaniu nazw). Przyklasnęli im rzecz jasna od razu bolszewicy w białych rękawiczkach z Krytyki Politycznej. Wspaniały wszak to zryw w imię prawdziwej demokracji, teraz!
Postulaty młodych gniewnych pacyfistów z humanistycznego liceum przypominają te, które prezentowali w maju ich hiszpańscy odpowiednicy. Główna różnica polega na tym, że nasi "oburzeni" byli jeszcze płodniejsi w tworzeniu swoich postulatów niż Hiszpanie. Wymyślili ich aż o 12 więcej! Polak potrafi się oburzyć! Zobaczmy więc, o co apelują do premiera i prezydenta:
(...)zgłaszamy następujące postulaty, które przede wszystkim mają stać się tematami do debaty publicznej, między organizacjami, związkami, grupami społecznymi i politykami:
  • Przerwać proces masowych eksmisji skutkiem którego, lokatorzy wyrzucani są do kontenerów komunalnych. Prawo do mieszkania jest prawem każdego obywatela i Państwo, musi zapewnić mu dostęp do lokalu socjalnego, w którym będą warunki pozwalające na godnego życie. Mieszkanie nie jest towarem tylko prawem każdego obywatela. 
Jak mniemam w Liceum Humanistycznym nie uczą tego, ale mieszkania nie spadają z nieba, a tym bardziej nie są jakimiś abstrakcyjnymi prawami. A jeżeli jednak uznamy prawdziwość tego twierdzenia to rzeczywiście "kontenery komunalne" są jego najlepszą wykładnią.
  • Wstrzymać podnoszenie podatków dla najuboższych. Wprowadzić podatek Tobina (ale to ma sens dopiero w przypadku, gdy zostanie wprowadzone na dużą skale, np. w całej Unii Europejskiej) , opodatkować w najwyższym progu dochodowym dochody z transakcji finansowych, zwiększyć kwotę wolna od podatków do poziomu rocznej pensji minimalnej, powrócić do progów podatkowych dla podatków CIT (małe zyski mniejszy % większe zyski większy %). Za kryzys odpowiedzialność finansową ponoszą banki i korporacje, nie my – zwykli obywatele.
 Kolejny raz ta sama socjalistyczna pseudoekonomiczna papka słowna o sprawiedliwym rabunku... pardon! opodatkowaniu. Bogaci są winni całego zła na świecie, zwłaszcza banki, które w ramach "sprawiedliwości społecznej" dawały gołocie (czyli amerykańskim NINJA) kredyty właściwie za nic. Trzeba im dowalić jak najbardziej!
  • Zapewnić odpowiednią ilość darmowych miejsc w publicznych żłobkach i przedszkolach dla dzieci. Prawo do darmowego miejsca w żłobku, a tym bardziej miejsca w przedszkolu jest jednym z pierwszych, podstawowych praw każdego dziecka. Wprowadzić płatny urlop rodzicielski na okres 3 lat (z wyraźnym zaznaczeniem, że połowa jest do wykorzystania przez jednego rodzica, a druga połowa przez drugiego rodzica; w przypadku osób samotnie wychowujących dzieci, płatny urlop rodzicielski obowiązuje w pełnym zakresie). Dla osób, które nie są zatrudnione na etacie, zapewnić na ten okres płacę minimalną, tak, aby dziecko miało warunki i równe szanse na odpowiedni rozwój.
Odpowiednią ilość! Humaniści! :D To już lepszy jest nawet Ziętek z PPP Sierpień 80, który mówi, że trzeba zbudować milion mieszkań. To przynajmniej jakiś konkret! Potem oczywiście prawo do darmowego miejsca w żłobku i przedszkolu, wprowadzone np. w Korei Północnej, gdzie w zasadzie każde dziecko od 2 roku życia jest zabierane do państwowej placówki i tresowane do miłości do Wodza. Kolejne pomysły to rzecz jasna kolejny pomysł na zmniejszenie zatrudnienia kobiet i ich płac do absolutnego minimum.
  • Prowadzić realny dialog ze związkami zawodowymi, organizacjami pozarządowymi, partiami politycznymi oraz grupami społecznymi.
Z terrorystami się nie negocjuje, a gra. - jak mówi gen. Roman Polko
  • Zlikwidować ograniczenia w dostępie do informacji publicznej.
Nie wiem jak tacy analfabeci ekonomiczni mogliby wykorzystać tę informację, ale tak czy inaczej - zgadzam się wyjątkowo w tym punkcie.
  • Zapewnić każdemu dostęp do darmowej opieki zdrowotnej i darmowego leczenia szpitalnego.
Jak rozumiem w szpitalach mają pracować wolontariusze bez żadnego sprzętu. A może jednak będą to płatni lekarze? To kto im zapłaci?
  • Zapewnić darmową opiekę społeczną potrzebującym, głównie osobom starszym i niepełnosprawnym. Rozbudować system socjalny, aby obywatel czuł, że państwo się o niego troszczy i w razie kłopotów może mu pomóc lub wyrównać jego szanse.
O sorry, dużo lepiej bym się czuł, gdybym wiedział, że państwo nie troszczy się ani o mnie, ani o moje pieniądze. No i wolałbym mieć większe szanse niż "równe". A takie prędzej sam sobie zapewnię.
  • Usunąć zapis o wprowadzeniu drugiego płatnego kierunku studiów. Wycofać się z Procesu Bolońskiego, gdyż sprzeciwiamy się ekonomizacji w myśleniu o edukacji.
Tak samo jak nie ma darmowej opieki zdrowotnej, tak nie ma darmowych studiów. Ekonomizacja jak rozumiem miałaby polegać na tym, że student studiuje coś pożytecznego, co mógłby w przyszłości wykorzystać z pożytkiem dla konsumentów. Faktycznie - draństwo!
  • Wstrzymać ciągłe podnoszenie wieku emerytalnego, jednocześnie nie zabraniając pracować osobą, które wiek emerytalny lub lata pracy mają już przekroczone.

Ha! Taki parszywy błąd odmiany w manifeście! Do książek, komu...to znaczy humaniści! Niech ktoś mi powie, kiedy ostatnio podniesiono wiek emerytalny?
  • Wstrzymać proces prywatyzacji polskich banków, publicznej służby zdrowia oraz najważniejszych sektorów gospodarczych.
Najważniejsze sektory oczywiście powinny działać w sposób nierynkowy, czyli mając na względzie zdanie biurokratów i polityków, a nie konsumentów!
  • Zlikwidować próg wyborczy, które partie muszą przekroczyć aby otrzymać dotację, gdyż jest to jedna z niewielu możliwości, aby mniejsze partie mogły przedrzeć się przez monopol partyjny.
Jak wiadomo budżet państwa to worek bez dna, więc co komu zaszkodzi dofinansować kilkaset planktonowych partyjek, w sumie to może być pomysł na bezrobocie, niech każdy zostanie działaczem partyjnym!
  • Wprowadzić zapisy zakazujące obrażania i poniżania osób ze względy na płeć, orientację seksualną, niepełnosprawność, kolor skóry, narodowość, wyznanie i poglądy; skutecznie je egzekwować
 Tępe czerwone ćwoki!! Przepraszam, nie mogłem się powstrzymać :D
  • Opodatkować dochody kościoła oraz poddać kontroli reprywatyzację jego mienia.
 Czyli kolejny raz genialny pomysł wprowadzenia kas fiskalnych w kościołach. A majątek kościelny należy zwrócić i już! Bez żadnej dyskusji! Kościół, w odróżnieniu od państwa, nigdy nikomu własności nie rabował.
  • Wprowadzić refundację środków antykoncepcyjnych.
  • Wprowadzić refundację metody in vitro.
 Czyli najpierw za pieniądze podatnika ograniczać płodność, a potem za pieniądze podatnika ją przywracać! Genialne! Jak kopanie i zakopywanie dołów!
  • Wprowadzić zapisy, które zapewnią kobietom możliwość decydowania o sobie, tj. legalnej aborcji, która w przypadku gwałtu lub zagrożenia zdrowia lub życia kobiety będzie refundowana przez państwo.
Możliwość decydowaniu o sobie, czyli o cudzym życiu lub śmierci! Pokrętna "logika".
  • Wprowadzić parytety na listach wyborczych oraz 50% kwot w radach nadzorczych publicznych spółek, jednocześnie obniżając płace w radach nadzorczych.
Słusznie, przecież spółki z radami wybieranymi wg parytetów i tak przestaną przynosić jakiekolwiek zyski.
  • Wprowadzić obowiązkową i rzetelną edukacje seksualną do szkół, prowadzoną przez wykwalifikowanych ekspertów, z zaznaczeniem, że zajęcia nie mogą być prowadzone przez katechetki/ów i ludzi związanych z kościołem.
Innymi słowy obowiązkowa lekcja lewackiej propagandy.
  • Wycofać lekcje religii ze szkół oraz wprowadzić zapis, który zapewni obowiązkową edukację z filozofii.
Ciekawe czy na przymusowych lekcjach z filozofii przewiduje się coś poza Heglem, Marksem i resztą bandy.
  • Wprowadzić związki partnerskie dla par heteroseksualnych oraz homoseksualnych.
 Tego to już nawet nie chce mi się komentować. Nudny powtarzany miliony razy postulat bez żadnego poważniejszego uzasadnienia.

  • W polityce zagranicznej kierować się wartościami zapisanymi w Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka i zasadą pokojowej współpracy społeczeństw. Domagamy się również upublicznienia śledztwa w związku z tajnymi więzieniami CIA w Polsce i postawienia przed Trybunałem Stanu odpowiedzialnych za tortury. Polska powinna również wspierać kraje walczące lub zamierzające walczyć o potępienie zbrodni przed Międzynarodowym Trybunałem Karnym.
  Yhm...Powodzenia.
I to już wszystkie postulaty polskich "oburzonych". Przyznam, że sam też się oburzyłem nie raz - czytając te postulaty. Bo w końcu trudno przejść obojętnie obok tak potężnego aglomeratu głupoty.
Wszystkich chętnych zapraszam na jutrzejszą demonstrację. Może być nawet śmiesznie.

sobota, 27 sierpnia 2011

Rowerem na Litwę i z powrotem



Do tych pagórków leśnych, do tych łąk zielonych... 
W poprzednią sobotę mój brat dość spontanicznie zaproponował mi wypad rowerowy do Druskienik na Litwie, aby zażyć tam relaksu w miejscowym aquaparku. Niewiele myśląc zgodziłem się. W sumie już od dawna myślałem o tego typie wyprawie. Zaproponowałem ponadto skorzystanie z noclegu u jakiegoś couchsurfera. Wkrótce znaleźliśmy odpowiednią osobę i obserwując prognozy pogody ustaliliśmy termin wyjazdu na wtorek (23.08.).
Dzień 1

Trasa rowerowa 1207846 - powered by Bikemap 
Pierwszego dnia postanowiliśmy dojechać do Podlasek, gdzie mieliśmy nocleg w domu znajomych. Planowana przez nas godzina (10:00) okazała się nieco za wczesna jak na nasze możliwości organizacyjne, wyjechaliśmy koło 11:00 obierając kierunek na Augustów. Jako, że mój brat zalicza gminy, toteż za Sędkami skręciliśmy w prawo na Pisanicę, by przejechać tam przez gminę Bargłów. Następnie wskoczyliśmy na drogę krajową nr 61 i ruszyliśmy do Augustowa już w nieco większym ruchu drogowym, ale też po całkiem przyzwoitej nawierzchni. W naszym pierwszym mieście przystankowym znaleźliśmy się dość szybko, prawdopodobnie dzięki wiatrowi, który pchał nas do przodu. Tam zakupiliśmy lity, zjedliśmy kanapki i chwilkę odsapnęliśmy.
Przystanek Augustów

Zygmunt August dumnie spogląda ze swojej kolumny

Z Augustowa wyruszyliśmy do Gib, jednak po raz kolejny mój brat zarządził zaliczanie gminy, toteż pojechaliśmy nietypowo, bo przez Nowinkę. Wiązało się to z jechaniem przez pewien czas drogą na Suwałki, dość zakorkowanej w drugą stronę. Okazało się jednak, że pobocze jest na tyle szerokie, że można bezpiecznie i wygodnie (nie licząc hałasu) nim jechać.


W Nowince skręciliśmy w prawo, kierując się w stronę Gib. Zdziwiliśmy się, bo miejscowy powiedział nam, że tą drogą dojedziemy do Aten! Sprawa wkrótce się wyjaśniła.



Niedługo potem znaleźliśmy się w Strefie Nadgranicznej. Ale do granicy było jeszcze daleko...
Trasa, którą pojechaliśmy, chociaż nieco okrężna, okazała się dość ciekawa i malownicza. Jednocześnie nawierzchnia była gładka jak pupcia niemowlęcia, co pozwoliło nam jechać z całkiem przyzwoitą prędkością.
Około 18:00 dotarliśmy w końcu do Gib, gdzie też zatrzymaliśmy się, by zrobić zakupy.
Szyld sklepu w Gibach

Żubr na kółkach!

Z Gib było już niedaleko do Podlasek, chociaż właśnie na tym odcinku zacząłem na serio odczuwać zmęczenie. Nic dziwnego, jeżeli na co dzień rowerem jeździ się co najwyżej po piwo. 100 km to już zupełnie inna bajka. Po przybyciu do miejsca naszego noclegu przedzwoniłem do naszej couchsurferki i umówiłem się na odebranie nas. I w zasadzie na tyle mi sił zostało, niebawem padłem jak kłoda i zasnąłem wyjątkowo wcześnie, bo gdzieś ok. 21:00.
Mój braciak zaś widział to tak

Dzień 2

Trasa rowerowa 1215441 - powered by Bikemap 
Pobudka ok. godziny 4:00, za oknem jeszcze ciemno, potem powoli zaczęło się robić jaśniej, chociaż wciąż mglisto i przenikliwie zimno. Po w miarę szybkim śniadaniu ruszyliśmy w drogę przedzierając się przez gęste jak mleko mgły.
Poranek w Podlaskach

Zależało nam, byśmy byli w Druskiennikach w miarę wcześnie. Po pierwsze nasza couchsurerka - Eglé - szła do pracy na 10:00, a po drugie aquapark także otwierano o tej godzinie, co przy zakupie karnetu całodziennego jest dosyć istotne.


Wkrótce jechaliśmy już szutrową drogą przez las w stronę granicy, aby przekroczyć ją ok. 6:30.

Niedługo później polna droga przeszła w asfalt. Wokół zaś pojawiały się łąki, lasy, jeziora.
W drodze do Druskiennik mieliśmy okazję zobaczyć również nowo wybudowany całoroczny tor narciarski. Jak się później okazało, jego otwarcie, z udziałem dygnitarzy rządowych i innych ważniaków, miało miejsce następnego dnia. Wyczuwalna była atmosfera przygotowań, trawniki pachniały świeżą zieloną farbą ;).

Piotrek na tle stoku

Razem z otwarciem toru otwarto (chyba) także nowy most przez Niemen. W czasie, gdy my jechaliśmy był on jeszcze wykańczany i niestety musieliśmy jechać do aquaparku okrężną drogą (co widać na mapie). Druskienniki to bardzo ładne uzdrowiskowe miasto, z dużą ilością zieleni, ścieżek rowerowych itp. Do aquaparku dotarliśmy dość łatwo po znakach.
Stojaki rowerowe pod drusgiennickim aquaparkiem

Posiłek przed wejściem na teren aquaparku

Wkrótce później zakupiliśmy karnety całodobowe i weszliśmy na teren obiektu. Niestety w okresie wakacyjnym przez cały tydzień obowiązują ceny weekendowe, toteż byliśmy zapłacić po 77 litów od osoby (1 LT=1,20 PLN, mniej więcej oczywiście). Opłacało się! Aquapark w Druskiennikach jest naprawdę świetnie zaprojektowany, jest w nim mnóstwo atrakcji, takich jak chociażby rwąca rzeka, basen z "morskimi" falami, sauny, liczne zjeżdżalnie (niektóre baaardzo ekstremalne), wodospady, leżaki pod żarówkami podczerwonymi i wiele innych. Do tej pory wydawało mi się, że żaden park wodny nie ma szans konkurować z wrocławskim. Druskiennicki zupełnie zmienił moje zdanie.
Po całym "ciężkim" dniu korzystania z uroków aquaparku wyszliśmy, by spotkać się z Eglé, która wpierw pojechała z nami (również na rowerze) do sklepu (niestety nie mieliśmy na tyle pieniędzy żeby zakupić jakieś litewskie piwko, co było dość bolesne), a potem do swojego domu, gdzie nakarmiła nas pysznym makaronem z warzywami na ostro i obejrzeliśmy mecz koszykarski Litwa-Słowenia. Trzeba przyznać, że basketmania na Litwie ma się dobrze. Tego dnia widzieliśmy od rana mnóstwo samochodów z narodowymi flagami. Początkowo wydawało mi się, że trafiliśmy na jakieś święto.
Po posiłku poszliśmy na górę, gdzie mieliśmy przygotowany nocleg, oczywiście nie obeszło się bez ciekawych rozmów i wymiany kulturowych doświadczeń czy spostrzeżeń. Musieliśmy jednak iść spać (0:30 miejscowego czasu), z uwagi na wczesną (5:00) pobudkę i dystans (150 km) jaki mieliśmy do pokonania następnego dnia.
Spostrzeżenia mojego brata z tego dnia tutaj

Dzień 3

Trasa rowerowa 1215536 - powered by Bikemap 
Trzeci dzień był dniem powrotu do Ełku i najdłuższego dystansu do pokonania. Dzień spędzony w aquaparku z pewnością dodał nam sił do wyruszenia w drogę. Pożegnaliśmy więc Eglé i zaczęliśmy pedałować w stronę granicy.
Druskiennicki poranek
Pożegnalne zdjęcie przed odjazdem
Rzut oka na Niemen

W porannym świetle słonecznym pokonywaliśmy dość sprawnie kilometry litewskiej drogi.
 Litewska krowa



Tuż przed przejściem granicznym natrafiliśmy na trzech starszych Litwinów, którzy również jechali w naszym kierunku. Okazało się, że całkiem nieźle mówią po polsku, pomagając sobie co jakiś czas rosyjskim. Pojechaliśmy z nimi kawałek i w Berżnikach rozstaliśmy się.
W Gibach krótka przerwa na śniadanie i uzupełnienie zapasów i czas ruszać do Augustowa. Równa droga krajowa nie sprawiała większego oporu, ale przed samym Augustowem zacząłem odczuwać już zmęczenie, a zostało jeszcze do pokonania ostatnie 50 km.


Pomocne okazało się zjedzenie posiłku pod tamtejszym Kauflandem. Na jakiś czas. Ostatnie 50 km okazało się koszmarem. Żar lał się z nieba, podjazdy były dość długie, a nogi zaczynały odmawiać posłuszeństwa. Być może to było bardziej wyczerpanie psychiczne niż fizyczne, dlatego też starałem się jak najlepiej zebrać w sobie i jakoś dotrwać do końca. Udało się. Po zakończonej podróży sięgnąłem po swoje domowe piwko do lodówki. Nigdy nie smakowało aż tak dobrze :)
A trzeci dzień wyjazdu mój brat opisał tak