czwartek, 8 stycznia 2009

Ukulele

UWAGA! JEŚLI SZUKASZ FAJNYCH KOSZULEK Z UKULELE, TO ZAPRASZAM TUTAJ!

Ukulele (w Wielkiej Brytanii występuje też nazwa Ukelele) to odmiana małej gitary czterostrunowej, wywodząca się z Hawajów. Nazwa instrumentu powstała z połączenia dwóch hawajskich słów: uke (pchła) i lele (skakać). Wywodzi się od portugalskich instrumentów braguinha i rajão. To właśnie Portugalczycy przywieźli je na Hawaje. Karierę instrument zrobił w XX wieku, gdy został spopularyzowany w USA przez Marilyn Monroe, która grała na nim w filmie Pół żartem, pół serio (Some Like It Hot). W Polsce jednak nie osiągnął takiej popularności co na Zachodzie. Nie należy go mylić z gitarą hawajską, która jest zupełnie innym instrumentem.
Małe, a cieszy
Trzeba przyznać, że ukulele, pomimo małych rozmiarów i pozornie "zabawkowego" charakteru, daje spore możliwości. Występuje w czterech tonacjach: sopranowej (standardowej), koncertowej, tenorowej i barytonowej. Dzięki niewielkiej wielkości jest łatwe do przenoszenia. Opanowanie podstawowych chwytów dla osoby grającej na gitarze nie powinny sprawiać większego problemu. Cechy te sprawiają, że świetnie nadaje się zarówno do amatorskiego muzykowania (patrz: autor tego tekstu), jak i wirtuozerskiej gry, której przykład w osobie Jake'a Shimabukuro prezentuję poniżej.
Warto zaznaczyć, że istnieją dwa typy wyglądu ukulele:
pierwszy kształtem przypomina gitarę
drugi zaś ananasa, stąd też jego nazwa: Pineapple

Oczywiście może być też wiele innych, niestandardowych kształtów, jak wyżej pokazane ukulele Flying V.
Występuje także ukulele elektryczne
Magnetyzm "skaczącej pchły"
Trudno jednoznacznie stwierdzić kiedy zainteresowałem się ukulele. Na pewno gdzieś w pierwszej połowie zeszłego roku natknąłem się na jakiś ukulele cover, bodajże piosenki Boba Marleya Waiting in Vain. Wykonanie na tyle mnie zaciekawiło, że zaczęłem nałogowo wpisywać w youtube hasła związane z tym instrumentem. Intrygowała mnie łatwość, z jaką wykonawcy radzili sobie z przeróżnymi piosenkami. Poza tym było to dla mnie coś zupełnie nowego, niezwykłego, egzotycznego, a jednak bliskiego mi, jako osobie grającej na gitarze klasycznej i pobrzdąkującej czasem na elektrycznej.
Mniej więcej od tego czasu zaczęłem nieśmiało jęczeć: "Ja chcę ukulele!". Na dodatek zreflektowałem się, że takie cacko nie kosztuje wcale fortuny. Większy problem stanowiła dostępność ukulele w Polsce, a więc także jakikolwiek wybór. Niestety nawet portal Allegro.pl, na którym ponoć jest wszystko, nie oferował szerokiego wyboru instrumentów. Zresztą kupowanie gitary przez internet dla mnie jawiło się jak kupowanie kota w worku. Odłożyłem więc zakup swojej "skaczącej pchły" na bliżej nieokreśloną przyszłość.
Dlatego też niemałą niespodziankę zrobił mój przyjaciel, niejaki ReDi, sprawiając mi nowiutkiego Soundera. Myślę, że sprzęt ten jest w sam raz dla amatora (kosztuje coś koło 80 zł). Ma jednak jedną wadę, która jednak może się okazać nieraz uporczywa. Są to mianowicie klucze, przykręcone do główki śrubami, które ciągle się luzują (zwłaszcza przy najwyższej strunie A). Dokręcenie załatwia ten problem i można nastroić instrument, jednak nie na długo. Pomimo tej małej niedogodności jestem zadowolony z mojego maleństwa. Na początek może być. Może kiedyś fundnę sobie jakiś lepszy model. Dla wszelkich adeptów sztuki ukulelowej polecam Ukulele Chord Finder, prawdziwą kopalnię chwytów, pokazującą przy tym w przystępny sposób brzmienie poszczególnych chwytów. Daje ona również możliwość dostrojenia (na słuch).
Ukulele świetnie nadaje się do akompaniowania do śpiewu. Ciekawie na ukulele brzmi też reggae i ska.
Prześlij komentarz