czwartek, 25 listopada 2010

Dubska - Loko-loko (recenzja)



Może to nie najświeższe wydawnictwo, bo od premiery krążka minęło już przeszło pół roku, jednak w moje ręce trafił dopiero teraz. Zresztą – trzecia płyta Dubska, wydana po pięciu latach od poprzedniej („Avokado”) to nie lada wydarzenie.
Fanom reggae zespołu Dubska nie trzeba przedstawiać. Bydgoską grupę można spokojnie zaliczyć do polskiej czołówki zespołów wykonujących jamajskomuzyczne gatunki. Zasłynęła również wspólnymi koncertami i płytą nagraną z liderem rosyjskiego zespołu Jah Division – Gerbertem Moralesem.
To co rzuca się od razu w oczy po sięgnięciu po płytę to ciekawy projekt okładki, nawiązującej do znaku drogowego „Uwaga pociąg!” z charakterystyczną czarną lokomotywą. Tutaj jednak parowóz jakby szykował się do odlotu, jego koła znajdują się nad linią szyn, a z komina bucha czerwony płomień! W środku pudełka zresztą możemy znaleźć również książeczkę ze zdjęciami zespołu na peronie dworca (prawdopodobnie bydgoskiego).
Nowy album może nieco zaskoczyć słuchaczy przyzwyczajonych do raczej korzenno-dubowych utworów grupy. Bowiem już pierwszy numer („Kujawiak”) porywa szybkim, skankującym rytmem. Również cover popularnego standardu jazzowego „All of me” (znanego m.in. z wykonania Franka Sinatry czy Louisa Armstronga) utrzymany jest w klimacie ska/rocksteady. Widocznie są to skutki romansu z Całą Górą Barwinków (wspólna trasa koncertowa „Kumple On Tour”). Na płycie znajdują się też utwory nie mieszczące się w klasyfikacji jako reggae – „Barcelona” przywodząca na myśl muzykę hiszpańską oraz funkujące „Gwan” (cover piosenki „Cool and calm” grupy Israel Vibration, dla mnie to największa niespodzianka z tym krążku) lub bluesujące „Whatever”. Udowadnia to, że zespół jest niekonwencjonalny i szuka wciąż nowych doświadczeń z brzmieniami. Także te bardziej „klasyczne” utwory Dubska robią bardzo dobre wrażenie. Trudno tu mi nawet jakieś konkretne wymieniać, bo każdy jest wyjątkowy, z ciekawym tekstem i przyjemną linią melodyczną.
Muszę przyznać, że o ile poprzednia płyta, „Avokado”, miała lepsze i gorsze strony i raczej rzadko po nią sięgałem, to najnowszy krążek Dubska wydaje mi się tym, do którego będę wracał często. Od chwili zakupu króluje w moim odtwarzaczu. Polecam!
Prześlij komentarz